"Rozmiar strat był następujący: kilkaset kont zostało zhakowanych, m.in. pracowników Inspektoratu Uzbrojenia, pionu kadr, sekretariatu ministra obrony narodowej i poszczególnych członków ścisłego kierownictwa resortu. Ponadto kilkaset tysięcy wiadomości zostało skradzionych" – napisał Bonaryk w magazynie "Raport".


Jego zdaniem, hakerzy działali bez zakłóceń przez co najmniej cztery lata - od 2009 roku. Włamali się do sieci jawnej MON, jak i niejawnej. Do tej ostatniej mogli się dostać, wykorzystując nierozsądne zachowanie pracowników. Ci mieli np. używać prywatnych pendrive'ow na wojskowych komputerach.


Niewykluczone, że za działaniami cyberszpiegów stoi Rosja. Ale możliwe, że to efekt działań polskich sojuszników lub działań do których doszło w ramach masowego ataku na sieć - pisze gazeta.


W rozmowie z "Rzeczpospolitą" MON zapewnia, że zajmie się kwestią cyberbezpieczeństwa.

 

Rzeczpospolita