Mimo zakazu zgromadzeń wynikającego ze stanu wyjatkowego ogłoszonego po atakach terrorystycznych,  w Paryżu zorganizowano manifestację  w obronie klimatu i demokracji. By rozproszyć demonstrantów i uniemożliwić im dotarcie na Plac Republiki policja użyła gazu łzawiącego.

 

 

 

 

Tysiące par butów na Placu Republiki

 

Wcześniej Paryżanie wyrazili sprzeciw wobec zakazów zostawiając na Placu Republiki tysiące par butów. Mają one symbolizować uczestników protestu, który miał się odbyć w tym miejscu, ale został odwołany w związku ze stanem wyjątkowym. Koordynatorem akcji była organizacja obywatelska Avaaz. Organziacja ta odpowiada również za utworzenie w centrum Paryża ludzkiego łańcucha. Wcześniej  utrzymywała, że nie będzie to "akt nieposłuszeństwa obywatelskiego", ponieważ odbędzie się z zachowaniem zasad bezpieczeństwa, np. uczestnicy będą unikać zakłócania ruchu drogowego.

 

Ekolodzy w areszcie domowym

 

Wczoraj francuskie władze poinformowały, że umieściły w areszcie domowym 24 działaczy organizacji ekologicznych, by uniemożliwić im zorganizowanie demonstracji w związku z konferencją klimatyczną. Według MSW osoby te uciekały się do przemocy podczas demonstracji w przeszłości i "zapowiedziały, że nie będą respektować przepisów o stanie wyjątkowym".

 

Oficjalna inauguracja konferencji klimatycznej COP21 na szczeblu szefów państw i rządów nastąpi w poniedziałek, ale już w niedzielę w Paryżu rozpoczną się pierwsze rozmowy. Negocjacje, które potrwają do 11 grudnia, mają doprowadzić do zawarcia ambitnego porozumienia klimatycznego, które ma nie dopuścić do wzrostu średniej temperatury o ponad 2 stopnie Celsjusza w stosunku do epoki przedindustrialnej.


PAP