Kilka godzin przed rozpoczęciem meczu w Niecieczy zaczął padać śnieg. Gospodarze robili co mogli by przygotować murawę do meczu, ale ich wysiłki przyniosły mizerny skutek. Na kilkanaście minut przed planowanym początkiem spotkania spiker poinformował, iż sędzia główny podjął decyzję o przełożeniu spotkania.

 

- Decyzja zawsze w takim momencie nie jest łatwa do podjęcia. Przecież dużo osób jest zaangażowanych w organizacją takiego widowiska, a i drużyny przygotowywały się do niego. Jagiellonia przyjechała na mecz z daleka. Nie ma jednak wyjścia, opady są coraz bardziej intensywne - tłumaczył dziennikarzom główny arbiter Marcin Borski. Decyzję sędziego ze zrozumieniem przyjęli trenerzy obu zespołów.

 

- Pogoda jest na narty czy sanki, a nie do grania w piłkę. W tym warunkach rozegranie meczu mijało się z celem - powiedział Piotr Mandrysz szkoleniowiec gospodarzy. Choć przyznał, że przez to kalendarz spotkań w grudniu dla jego piłkarzy zrobił się bardzo napięty. - Ja tego nie ustalałem, tylko Ekstraklasa. Moim zdaniem, jeśli mieliśmy grać mecze w tygodniu, to lepiej byłoby to zrobić w sierpniu czy lipcu. W grudniu, w naszej strefie klimatycznej trzeba się liczyć z tym, że może przyjść taka pogoda - podkreślił Mandrysz.

 

Michał Probierz, trener Jagielloni, pogratulował sędziemu prawidłowej decyzji. - Granie dziś mijało się z celem. Trzeba pamiętać o zdrowiu zawodników, za trzy dni mamy następny mecz - powiedział.

 

Dla kibiców z Niecieczy miał być to drugi mecz ekstraklasy w historii ich miejscowości. Tydzień temu Termalica na inauguracji nowego stadionu przegrała z Piastem Gliwice 3:5.

 

PAP