Walki na Ukrainie. Tak wygląda rzeczywistość frontowego szpitala

Świat

Nasz reporter Marek Sygacz dotarł na tereny wschodniej Ukrainy, gdzie toczy się wojna ze wspieranymi przez Rosję separatystami. Pokazał rzadko oglądane oblicze konfliktu i okaleczenia - nie tylko fizyczne - które zostają uczestnikom tych walk na całe życie.

Do Dniepropietrowska na wschodniej Ukrainie, mimo trwającego rozejmu, wciąż trafiają kolejni ranni ukraińscy żołnierze.


- Oni  właściwie nie mają szans na przeżycie. Ale to są zwykle młodzi chłopcy. Znacznie młodsi ode mnie. I my lekarze mamy moralny obowiązek dać im szansę - powiedział Andrij Sirko, neurochirurg ze Szpitala Miecznikowa w Dniepropietrowsku.

 

Jednym z rannych jest 24-letni Tristan, który brał udział w walkach o donieckie lotnisko.  Pocisk snajpera trafił tuż obok jego twarzy. Od śmierci dzieliły go centymetry. - Byłem przytomny, ale miałem słaby puls. Usłyszałem jak chłopaki mówią, że nie przeżyję. Wtedy zacząłem krzyczeć, żeby dać im znać, że nie mają racji - opowiadał Tristan. Lekarzom ze szpitala w Dniepropietrowsku udało się uratować jego twarz i jedno oko.

 

- Każda taka operacja to gigantyczne pieniądze. Potrzebne są lekarstwa i sprzęt. Ten sprzęt musi ktoś obsługiwać. Gdyby nie pomoc wolontariuszy i sponsorów, nie moglibyśmy leczyć tych chłopców  - stwierdziła Switłana Ustymenko z Kliniki Okulistycznej w Dniepropietrowsku.

 

To największe miasto w pobliżu strefy walk. Do miejscowego szpitala trafiają ranni prosto z linii frontu. Od początku walk przywieziono tam prawie 2 tysiące rannych. Nie przeżyło 11 z nich.

 

Polsat News

wj/pr/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze