- Ok 1:30 w nocy obsługa jednego z hoteli wezwała policyjny patrol, bo nie mogła sobie poradzić z awanturującym się klientem - opowiada w rozmowie z portalem polsatnews.pl kom. Robert Szumiata ze śródmiejskiej policji. Okazało się, że awanturujący się mężczyzna nie chce opuścić hotelowego lobby. Był wulgarny i agresywny. W pewnym momencie oddał na podłogę mocz. Kopnął też w rękę jednego z funkcjonariuszy.

 

Potem Zbigniew S. zażądał wezwania karetki pogotowia twierdząc, że jest chory na serce i źle się czuje. - Naubliżał ratownikom medycznym i cały czas był agresywny. Nie zgodził się też na badanie alkomatem - opowiada Szumiata. Biznesmen spędził noc w policyjnej izbie zatrzymań a rano stanął przed prokuratorem. Usłyszał w sumie sześć zarzutów.

 

- Chodzi m.in. o zakłócenie miru domowego, nieobyczajne zachowanie, naruszenie nietykalności policjantów, znieważanie funkcjonariuszy i ratowników medycznych. Sa to czyny zagrożone karą od roku do trzech lat pozbawienia wolności - uzupełnia Szumiata. Zbigniew S. ma być też przewieziony na badania psychiatryczne, po których najprawdopodobniej wyjdzie na wolność i zostanie objęty policyjnym dozorem.