Szef rosyjskiej dyplomacji doradził też Rosjanom, by nie udawali się do Turcji.

 

Tureckie myśliwce zestrzeliły we wtorek rano rosyjski samolot wojskowy przy granicy z Syrią. Władze w Ankarze twierdzą, że był on wielokrotnie ostrzegany, iż narusza przestrzeń powietrzną Turcji. Moskwa upiera się, że maszyna nie opuściła przestrzeni Syrii.

 

"Nie wiem, komu było potrzebne to, co dziś zrobiono"

 

Cytowany przez agencję RIA-Nowosti prezydent Rosji Władimir Pitin powiedział na spotkaniu w Soczi z królem Jordanii Abdullahem II, że samolot wojskowy znajdował się o kilometr od terytorium Turcji, gdy został trafiony, a spadł na terytorium Syrii 4 km od granicy z Turcją.

 

- Samolot znajdował się na wysokości sześciu tysięcy metrów o 1 kilometr od tureckiego terytorium. W żadnym wypadku nasi piloci i nasz samolot nie zagrażali Republice Turcji - powiedział Putin.

 

Zaznaczył, że Turcja zaatakowała rosyjski samolot, który bierze udział w walce z terroryzmem, i zrobiła to, mimo że Rosja zawarła z USA porozumienie w sprawie zapobiegania takim incydentom w Syrii. - Turcja, jak wiadomo, jest w szeregu tych, którzy twierdzą, że podobno walczą z terroryzmem w składzie amerykańskiej koalicji - oświadczył Putin.

 

 -To tragiczne wydarzenie będzie mieć poważne następstwa dla stosunków rosyjsko-tureckich. Zawsze odnosiliśmy się do Turcji nie po prostu jak do bliskiego sąsiada, lecz jak do zaprzyjaźnionego państwa" - podkreślił Putin. - Nie wiem, komu było potrzebne to, co dziś zrobiono, w każdym razie nie nam - zaznaczył Putin w Soczi.