Mężczyzna pochodzi z małej miejscowości Bogdałów-Kolonia w woj. wielkopolskim. Uległ wypadkowi pierwszego dnia w pracy. Ręce na wysokości nadgarstków odcięła mu maszyna do cięcia blachy. - Dla nas to był szok. Martwiłam się, o to, żeby syn jak najszybciej dotarł do szpitala, żeby nie minął czas, w którym można przyszyć ręce. Liczyłam każdą minutę - opowiadała matka pacjenta.

 

Walka z czasem i precyzja

 

Po wypadku pan Sylwester trafił do szpitala w Turku, a następnie  błyskawicznie został przetransportowany do ośrodka replantacyjnego w Krakowie. - Musieliśmy walczyć z czasem, działać szybko i precyzyjnie - mówiła podczas konferencji prasowej dr Anna Chrapusta, ordynator Oddziału Chirurgii Plastycznej i Rekonstrukcyjnej i Oddziału Oparzeń krakowskiego szpitala.
 
Zabieg przeprowadzono w nocy z 16 na 17 listopada. Od momentu identyfikacji struktur koniecznych do zespolenia trwał 10 godzin. Przy stole operacyjnym stanęły jednocześnie dwa zespoły chirurgów, anestezjologów, pielęgniarek i instrumentariuszek. Zespolone zostały wszystkie potrzebne ścięgna, tętnice, żyły oraz nerwy: pośrodkowy i łokciowy.
 
- Po tym zabiegu czuję się dobrze. Na drugi dzień już ruszałem palcami, Wierzyłem, że się uda, bo mówili mi, że w tym szpitalu można to zrobić. Nie traciłem nadziei - powiedział pan Sylwester.
 
Lekarze są jeszcze ostrożni w rokowaniach. - Intensywną rehabilitację zaczniemy za mniej więcej pięć tygodni - mówiła dr Chrapusta. I dodała: - Po pół roku będziemy mogli powiedzieć coś więcej, głównie jeśli chodzi o ocenę powrotu czucia.

 

PAP