Zeznając w poniedziałek jako świadek, Małgorzata Papała powiedziała przed Sądem Okręgowym w Warszawie, że wieczorem, w dniu zabójstwa, w czerwcu 1998 r., wyszła z psem. Widziała, jak auto męża zajeżdża pod ich blok. Chwilę potem usłyszała jakiś głośny dźwięk, a zaraz potem zobaczyła uciekającą zgarbioną postać, "która jakby coś ukrywała".

 

Idąc dalej, zobaczyła samochód męża z otwartymi drzwiami od strony kierowcy. Gdy podeszła bliżej, zobaczyła że "mąż jest nisko pochylony, jakby czegoś szukał". Wobec braku reakcji, próbowała go podnieść. - Co było dalej, nie pamiętam - oświadczyła.

 

Według niej mężczyzna, którego widziała, gdy uciekał, był wysoki, ubrany w dżinsowe spodnie i ciemną kurtkę. Gdy "Patyk" na polecenie sądu stanął naprzeciw niej, oświadczyła, że zobaczyła go po raz pierwszy w życiu, gdy proces ruszał w październiku br.

 

"Patyk" powiedział sądowi, że obciążające go zeznania złożone przez świadka koronnego, Roberta P., mówią o tym, że w dniu zabójstwa Papały, miał na sobie granatowe szorty. - Nie kojarzę, by uciekający nosił szorty - padła odpowiedź Małgorzaty Papały.

 

- A czy usłyszała pani wtedy krzyk: "Przypał, spier....y" - indagował dalej "Patyk". - Nie - odparła Papała. Jak twierdzi Robert P., usłyszał on taki krzyk, gdy "Patyk", wraz z drugim oskarżonym Mariuszem M., uciekali wtedy spod bloku Papały ("przypał" w bandyckim slangu to nieprzewidziany problem podczas przestępstwa, oznaczający konieczność ucieczki -red)

 

"Patyk" zadawał wdowie wiele szczegółowych pytań o rozkład zajęć męża, jego pedantyczność, czy auto, którym jeździł, było ubezpieczone, o jego naukę jęz. angielskiego. - Nie znałam rozkładu zajęć męża - odpowiedziała.

 

- Mąż nigdy nie mówił by ktoś mu groził - powiedziała. Dodała, że jeździł samochodem służbowym i miał obawy, by nie został on skradziony.

 

11 wersji, 400 tomów akt

 

Według łódzkiej prokuratury, 41-letni Igor M. (dawniej - Ł., jest on świadkiem koronnym w innych śledztwach i od lat współpracuje z organami ścigania; był wcześniej karany) zastrzelił w czerwcu 1998 r. Papałę w trakcie próby kradzieży jego daewoo espero o wartości "co najmniej 31 tys. zł". Gdy generał wysiadł z auta, "Patyk" miał strzelić do niego  z bliska, wepchnąć ciało do samochodu i uciec. 
 
Zdaniem łódzkich śledczych, gem. Papała był przypadkową ofiarą złodziei samochodów, którzy prawdopodobnie nie wiedzieli, do kogo należy (bronią chcieli zmusić kierowcę do oddania kluczyków). Śledczy utrzymują, że nie ma dowodów, aby było to zabójstwo na zlecenie, ani żeby w ogóle w tej sprawie było zlecenie zabójstwa. Z ustaleń śledztwa wynika, że "Patyk" - jeszcze przed zabójstwem - w co najmniej dwóch przypadkach kradzieży luksusowych aut także posługiwał się bronią, żeby zastraszyć kierowców.

 

Wyjaśnianie zabójstwa trwa od 17 lat. W toku śledztwa rozpatrywano 11 wersji. Akta sprawy mają ponad 400 tomów.

 

Prokuratura zapowiada odwołanie

 

Przed dzisiejszą rozprawą prok. Jarosław Szubert powiedział dziennikarzom, że do wtorku prokuratura złoży zażalenie na decyzję sądu o uchyleniu aresztu Patykowi. W zeszłym tygodniu Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że wypuszczenie Igora M. na wolność nie utrudni procesu, bo jako świadek koronny jest on "w jakimś zakresie kontrolowany i inwigilowany".


PAP