Przedstawiciel tureckich władz powiedział, że 14 listopada mężczyzna ten przyleciał do Turcji z Amsterdamu. Zatrzymano też dwóch jego współpracowników.

 

Według agencji Dogan Dahmani miał w Paryżu robić dla Państwa Islamskiego (IS) rozpoznanie miejsc, w których ostatecznie doszło do zamachów. Dwaj pozostali mężczyźni, zatrzymani na autostradzie w pobliżu Antalyi, mieli być wysłani przez IS w celu zapewnienia bezpiecznego przedostania się Dahmaniego przez granicę. Są to obywatele Syrii.

 

- Uważamy, że Dahmani był w kontakcie z terrorystami, którzy dokonali ataków w Paryżu. Śledztwo trwa - powiedział przedstawiciel rządu. Jak dodał, siły bezpieczeństwa zatrzymały 26-latka, gdyż były przekonane, że chodzi o bojownika IS, który przygotowuje się do nielegalnego przekroczenia turecko-syryjskiej granicy.

 

Zaniżone dane

 

Władze Belgii nie ostrzegły Turcji o Dahmanim i dlatego jego nazwisko nie figurowało na liście 26 tys. nazwisk ludzi, którzy mają zakaz wjazdu do Turcji. Taką listę przygotowały władze Turcji, bazując przede wszystkim na zagranicznych danych wywiadowczych. - Jeśli belgijskie władze ostrzegłyby nas na czas, Dahmani zostałby zatrzymany na lotnisku - powiedział przedstawiciel rządu.

 

Władze Turcji szacują, że ok. 1,3 tys. obywateli kraju walczy w szeregach dżihadystów w Syrii. Niektórzy dyplomaci są zdania, że dane te są zaniżone.

 

Państwo Islamskie wciąż usiłuje przyciągnąć kolejnych zwolenników. W tureckojęzycznym nagraniu, które zostało rozpowszechnione w sobotę, dżihadyści wezwali tureckich muzułmanów do tego, by przeprowadzili się na tereny, które są pod kontrolą IS. Zapewnili, że jest tam bezpiecznie, że żyje się tam normalnie i dostatnio.

 

Agencja Dogan poinformowała też, że Turcja deportowała grupę Marokańczyków zatrzymanych na lotnisku w Stambule, podejrzewanych o związki z IS. Cała ósemka, która przybyła we wtorek w nocy z Casablanki, została zatrzymana przez straż graniczną i przesłuchana przez ekspertów od terroryzmu, a następnie wydalona.


PAP