Premier Charles Michel powiedział, że istnieje ryzyko "zamachu na wzór tego z 13 listopada z Paryża". Jak wyjaśnił, zamachy mogą być przeprowadzone "w wielu miejscach stolicy w tym samym czasie".

 

Czwarty, najwyższy poziom alertu wprowadzono w całym regionie brukselskim. Obowiązuje on  także na lotnisku w Brukseli i w komunie Vilvorde we Flandrii, gdzie znajdują się skupiska zradykalizowanych młodych ludzi.

 

Premier Michel zwołał w sobotę posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Krajowego. - Mamy wystarczające dowody, aby uważać, że istnieje poważne zagrożenie zamachami - powiedział po przybyciu na spotkanie minister spraw zagranicznych Didier Reynders.

 

W stolicy Belgii zamknięto metro, mają być odwołane imprezy masowe, a ludności zalecono unikać dużych skupisk ludzkich. Z powodu zagrożenia atakami terrorystycznymi odwołano też koncert Johny'ego Hallyday'a.

 

Po krwawych atakach w Paryżu, w których zginęło 129 osób, sprzed tygodnia prowadzący dochodzenie ustalili, że ślady zamachowców prowadzą do Belgii. O zorganizowanie zamachów w stolicy Francji podejrzany jest Belg marokańskiego pochodzenia, 28-letni Abdelhamid Abaaoud. Jednym z zamachowców samobójców był mieszkający w Belgii Francuz Bilal Hadfi. W czwartek belgijska policja przeprowadziła w rejonie Brukseli sześć operacji, związanych z "ludźmi z jego otoczenia" - ujawnił przedstawiciel belgijskiej prokuratury.

 

PAP, fot. EPA/Stephanie Lecocq/AP