Ciało mężczyzny znaleziono w lesie koło Kartuz (woj. pomorskie) 2 października. Mimo, że były przy nim dokumenty, tożsamości, ze względu na stan zwłok, nie udało się potwierdzić.

 

- DNA pobrano ze szczątków ujawnionych w lesie. Należą one z dużym prawdopodobieństwem do mężczyzny zaginionego w lipcu - poinformowała Grażyna Wawryniuk z gdańskiej Prokuratury Okręgowej.


Okoliczności śmierci Marcina Szcześniaka wciąż nie są potwierdzone. Według policji, mężczyzna po tym, gdy został zatrzymany za wszczynanie awantur pod wpływem alkoholu, opuścił komendę w Kartuzach 18 lipca. - Policja kartuska nie ma sobie w tej sprawie nic do zarzucania. Wyszedł od nas cały i zdrowy - mówiła w październiku Magdalena Formela z kartuskiej policji.

 

W dniu, w którym mężczyzna opuścił komendę, nie działały kamery monitoringu. Z tego powodu rodzina 29-latka nie wierzy w wersję, którą przedstawia policja. - Może go nieszczęśliwie uderzyli, niestety syn zginął, a że zwłoki były na posterunku, musieli to jakoś ukryć – mówił ojciec zmarłego, Roman Szcześniak.

 

Ustaleniem czy mężczyzna odebrał sobie życie czy został zamordowany, zajmują się śledczy, którzy wciąż czekają na wyniki sekcji zwłok. Jej wyniki powinny trafić do prokuratury do końca miesiąca. Na razie trwa przesłuchiwanie świadków i wyjaśnianie kwestii związanych z zatrzymaniem mężczyzny przez policję.