Morosław Oczkoś przypomniał, że w podobnej sytuacji znajdowali się już premier Jerzy Buzek i Kazimierz Marcinkiewicz, ale zaznaczył, że "aż tak mocno nie było wcześniej".

 

Zdaniem Oczkosia, premier Beata Szydło nie wykorzystała szansy, aby pokazać, że jest samodzielnym szefem rządu. Podkreślił, że wskazywała na to konstrukcja jej dzisiejszego przemówienia. - Ani razu nie padło słowo "ja" ani "mój rząd" - powiedział Oczkoś.

 

- Można to rozpatrywać w dwóch kontekstach. Jedno, że "jesteśmy drużyną". Drugie - jest przypilnowane, żeby to nie był mój rząd, a ja jestem jednym z ministrów, akurat na stanowisku premiera - stwierdził ekspert.

 

Jego zdaniem, niedługie, bo trwające godzinę i sześć minut wystąpienie premier Szydło "dawało szansę na skupienie się na elementach, które się w nim pojawiły". - Akurat krótkość była sensowna - podkreślił.

 

Oczkoś zwrócił uwagę, że większość expose premier czytała. - Czytanie elementów gospodarczych sprawiało, że nie było wiadomo, czy pani premier wie, co znaczy koincydencja różnych znaków - mówił Oczkoś.

 

Zapytany o to, jak na miejscu Beaty Szydło zachowałby się Jarosław Kaczyński, opowiedział: - Jarosław Kaczyński to jedyny polityk wagi ciężkiej na scenie. Pozostali wszyscy są w wadze piórkowej. Nie ma polityka, który mógłby stanąć z nim do walki politycznej. Jarosław Kaczyński został odnośnikiem do różnych wystąpień, to kwestia doświadczenia. Zaznaczył, że u premier Beaty Szydło "było widać pomyłki i przejęzyczenia". Dodał, że "zawsze jest lepiej mówić z głowy, bo to lepiej brzmi" , a "Szydło nie miała szans mówić z głowy".