Sąd zaznaczył, że Igor M. przebywa w areszcie od kwietnia 2012 r., a to jest długotrwały areszt. Podkreślił jednak, że uchylenie aresztu nie przesądza o winie czy niewinności "Patyka", a "sprawstwo oskarżonego jest w dużym stopniu uprawdopodobnione".

 

Według sądu dalszy areszt M. "nie jest niezbędny" dla toku postępowania, a ewentualne jego niestawiennictwo na rozprawach nie utrudni procesu. Zdaniem sądu nie jest też możliwe jego wpływanie na zeznania Roberta P. czy innego świadka koronnego, którzy go obciążają.

 

Prokurator wnosił o przedłużenie aresztu, bo jego zdaniem nie ustały przesłanki leżące u podstaw jego stosowania.

 

Obrońca "Patyka" mec. Rafał Zawalski powiedział, że decyzję sądu odbiera jako "ewidentny przejaw poważnych wątpliwości sądu co do wartości oskarżenia". Przed sądem mówił on, że za uchyleniem aresztu przemawia, że zeznający niedawno świadek koronny Robert P. okazał się "dalece niewiarygodny" jako główny świadek oskarżenia (zeznawał w początkach listopada w drodze wideotransmisji).

 

Igor M.: nie będę się ukrywał, ani mataczył

 

Sam Igor M. wnosił o uchylenie aresztu, zapewniając że "osoba niewinna jak ja, nie będzie się ukrywała czy mataczyła". Podkreślał też, że "jego miejsce pobytu jest znane odpowiednim służbom". "Będę czynnie uczestniczył w rozprawach" - zapewnił, bo "chce wykazać, że zarzut jest nieprawdziwy", a proces "potrwa dłuższy czas".

 

Po raz pierwszy "Patyk" publicznie ocenił też przed sądem niedawne tajne zeznania Roberta P. jako niewiarygodne i podyktowane przez policję. - Ciężko mi zarzucić, że mogę powiedzieć złe słowo na policję, ale notatki policji i zeznania P. jasno pokazują, kto był jego "korepetytorem" i twórcą jego zeznań - oświadczył "Patyk".

 

Według niego, zeznania P. różniły się, gdy składał je najpierw jako podejrzany, potem jako świadek koronny i w końcu na rozprawie.

- Zostałem potraktowany jako swoista spluwaczka; wszyscy, którzy przebywali w areszcie zgłaszali się do prokuratury i przekazywali swoją "wiedzę", że rzekomo jestem zabójcą Papały - powiedział "Patyk".

 

Robert P. w śledztwie obciążył Igora M. Zeznania świadka koronnego są z mocy prawa niejawne. Sąd w swym wyroku oceni, któremu świadkowi koronnemu daje wiarę.

 

P. był członkiem gangu złodziei samochodów, w którego skład wchodził "Patyk". W śledztwie wyraził on gotowość współpracy ze śledczymi, ale pod warunkiem przyznania mu statusu świadka koronnego. Tak też się stało.

 

Śledztwo trwało 17 lat

 

Według łódzkiej prokuratury, 41-letni Igor M. (dawniej - Ł., jest on świadkiem koronnym w innych śledztwach i od lat współpracuje z organami ścigania; był wcześniej karany) zastrzelił w czerwcu 1998 r. Papałę w trakcie próby kradzieży jego daewoo espero o wartości "co najmniej 31 tys. zł". Gdy generał wysiadł z auta, "Patyk" miał strzelić doń z bliska, wepchnąć ciało do samochodu i uciec. Daewoo miało posłużyć gangowi do innego napadu.

 

Zdaniem łódzkich śledczych, były szef policji był przypadkową ofiarą złodziei samochodów, którzy chcieli ukraść akurat jego auto i prawdopodobnie nie wiedzieli, do kogo należy (bronią chcieli zmusić kierowcę do oddania kluczyków do auta). Śledczy utrzymują, że nie ma dowodów, aby było to zabójstwo na zlecenie, ani żeby w ogóle w tej sprawie było zlecenie zabójstwa. Z ustaleń śledztwa wynika, że "Patyk" - jeszcze przed zabójstwem - w co najmniej dwóch przypadkach kradzieży luksusowych aut także posługiwał się bronią, żeby zastraszyć kierowców.

 

Poza Igorem M. oskarżonych zostało jeszcze sześć osób, którym zarzucono kradzieże w końcu lat 90. kilkudziesięciu samochodów osobowych. Trzem z nich zarzucono też usiłowanie dokonania rozboju wobec Papały. Na ławie oskarżonych zasiądzie m.in. 38-letni Mariusz M. Według prokuratury on także był na miejscu zbrodni i brał udział w próbie kradzieży auta. Początkowo postawiono mu zarzut udziału w zbrodni, ale później prokuratura zmieniła go - jest on oskarżony o usiłowanie rozboju na szkodę Papały.

"Patykowi" grozi kara 25 lat więzienia, a Mariuszowi M. - do 15 lat więzienia. Obaj w śledztwie nie przyznali się do winy. 

 
Wyjaśnianie zabójstwa trwa od 17 lat. W toku śledztwa rozpatrywano 11 wersji. Akta sprawy mają ponad 400 tomów.

 

Różne wersje zdarzenia

 
Sprawę początkowo prowadziła Prokuratura Apelacyjna w Warszawie. W tym czasie zarzut podżegania do zabójstwa usłyszał Edward Mazur, polonijny biznesmen, którego ekstradycji odmówiły USA.  Mazur w 2002 r. był w Polsce zatrzymany i przesłuchany, ale zwolniono go i wyjechał z kraju. W 2007 r. amerykański sąd nie zgodził się na jego ekstradycję do Polski, uznając, że Artur Zirajewski ps. Iwan, który biznesmena obciążał jest niewiarygodny. "Iwan"  zmarł w 2010 r. na oddziale szpitalnym gdańskiego aresztu. Według oficjalnej wersji, połknął dużą ilość leków, licząc na to, że zostanie przewieziony z więzienia do szpitala i stamtąd ucieknie.

 
W 2009 r. stołeczni śledczy skierowali do sądu akt oskarżenia przeciwko Andrzejowi Z. "Słowikowi" i Ryszardowi Boguckiemu, zarzucając im m.in. nakłanianie do zabójstwa. W tym samym roku ówczesny minister sprawiedliwości Krzysztof Kwiatkowski przekazał śledztwo prokuraturze w Łodzi. W lipcu 2013 roku Bogucki i "Słowik" prawomocnie zostali uwolnieni od zarzutów nakłaniania do zabójstwa generała. 

 
W 2011 r nastąpił zwrot w dochodzeniu. Robert P., jeden z członków gangu złodziei samochodów, w którym działał także "Patyk", postanowił współpracować z policją pod warunkiem przyznania mu statusu świadka koronnego. Jego zeznania są jednym z najważniejszych dowodów w sprawie.

 

PAP