O przeprowadzeniu dochodzenia zdecydowała właśnie komisja ds. transportu przy brytyjskim parlamencie.  Za dopuszczanie samochodów do ruchu i udzielanie im homologacji odpowiada na Wyspach Agencja Certyfikowania Samochodów (Vehicle Certification Authority). Parlamentarzyści są zdania, że po wybuchu afery spalinowej należy sprawdzić, jak brytyjskie testy laboratoryjne mają się do emisji spalin przez samochody na zwykłej drodze.


Według Volkswagena. oszukańcze oprogramowanie zostało zamontowane w około 1,2 mln samochodów sprzedanych w Wielkiej Brytanii.


Tymczasem Agencja Certyfikowania Samochodów już na początku listopada oświadczyła, że rozpoczęła przeprowadzanie testów samochodów z silnikami diesla wszystkich marek, które mają zbadać emisję spalin podczas zwykłego użytkowania. Podjęła w tej sprawie współpracę z jej niemieckim odpowiednikiem.


Pod koniec października kraje UE wstępnie uzgodniły, że od 1 września 2017 r. pomiary emisji spalin w samochodach z silnikiem diesla przeprowadzane będą w warunkach drogowych, a nie tylko laboratoryjnych.


11 mln samochodów z oprogramowaniem oszukującym testy


We wrześniu tego roku Volkswagen przyznał się do tego, że w 11 mln samochodów z silnikami diesla sprzedanych na całym świecie instalował oprogramowanie, które podczas testów laboratoryjnych zaniżało emisję szkodliwych substancji.


Na początku listopada niemiecki koncern ujawnił, że manipulował również wynikami emisji dwutlenku węgla, co dotyczy 800 tys. samochodów, w tym modeli z silnikiem benzynowym. Według firmy, ta kolejna afera może firmę kosztować 2 mld euro, które należy dodać do kosztów wcześniejszej afery dieslowskiej, wynoszącej 6,7 mld euro.


Reuters


Czytaj więcej:
UE: emisja spalin z silników diesla będzie testowana na drogach