Węgrzy ostatni raz wystąpili w mistrzostwach świata w 1986 r. w Meksyku. W tegorocznych starciach o awans na Euro to Skandynawowie byli faworytami. Ci jednak zawiedli na każdym polu. Pierwsze spotkanie przegrali na własnym terenie, a w drugim zabrakło im pomysłu, żeby pokonać zdeterminowaną drużynę Attila Pintéra.


Nastawieni na bronienie skromnej zaliczki z Oslo Węgrzy od początku kontrolowali spotkanie, skupiając się na defensywie. Trzech piłkarzy na co dzień występujących w polskiej ekstraklasie - Tamas Kadar, Richard Guzmics oraz Gergo Lovrencsics – rozegrało całe 90 minut. Snajper Legii Nemanja Nikolic ten mecz spędził na ławce. Kapitalnie zastąpił go Tamas Priskin, który, choć osamotniony w ofensywie, już w 14. minucie pokonał bramkarza gości.


Węgrom udało się utrzymać prowadzenie do przerwy. Norwegowie natomiast mieli duży problem z zaskoczeniem przeciwników. Jeden z najlepszych zawodników norweskiej drużyny w eliminacjach Jo Inge Berget siedział na ławce, a 17-letni pomocnik Realu Madryt Martin Odegaard nie zaliczył najlepszego występu. Norwegowie nie wypracowywali stwarzających zagrożenie akcji, a Węgrów straszyli głównie po stałych fragmentach gry. W 83. minucie Henriksen podwyższył wynik Węgier na 2:0 po samobójczym trafieniu, ale już cztery minuty później ten sam piłkarz zrewanżował się honorowym trafieniem dla Norwegii.