- Państwo Islamskie chce, by w siłę rosła skrajna prawica, pogłębiając wyobcowanie europejskich muzułmanów. Narażone na atak mogą być Niemcy, gdzie taki akt terroru osłabiłby kanclerz Angelę Merkel i podzielił opinię publiczną. Równie dobrze do zamachu może dojść w Londynie, gdzie według szefa MI5 (kontrwywiad) Andrew Parkera tylko w tym roku udaremniono już sześć ataków terrorystycznych - podkreśla Sawers, który do 2014 r. stał na czele brytyjskiego MI6, a obecnie kieruje ośrodkiem analitycznym Macro Advisory Partners.


- IS zależy na utrzymaniu chaosu w Syrii i Iraku; dzięki temu może kontrolować zdobyte w tych krajach terytoria i zasoby, by finansować swój "kalifat". Nie chodzi mu też o obalenie reżimu syryjskiego prezydenta Baszara el-Asada, z którym "po cichu współpracuje", unikając bezpośredniej konfrontacji, atakując umiarkowaną opozycję i prowadząc handel ropą - pisze Sawers.


Dżihadyści nie chcą jego zdaniem dwóch rzeczy - lądowej interwencji zbrojnej NATO lub Rosji oraz układu pokojowego ustanawiającego w Syrii nowe władze. Jak pisze Sawers, na interwencję lądową w Syrii ani Zachód, ani Rosja nie mają obecnie ochoty, mając w pamięci wojny w Iraku i Afganistanie. Układ pokojowy korzystny dla syryjskich sunnitów pozbawiłby IS siły przyciągania, tym bardziej więc szefowie MSZ USA, Rosji, krajów europejskich i Bliskiego Wschodu podczas spotkania w sobotę w Wiedniu powinni dążyć do politycznego rozwiązania w Syrii.


- Dyplomacja zawsze stanowi odbicie sytuacji na miejscu. Zbrojna interwencja w Syrii (...) wzmocniła pozycję negocjacyjną Rosji i jej sojusznika, Asada. Jeśli Zachód chce mieć wpływ na końcowy rezultat, będzie musiał zdecydować się na odważniejsze działania zbrojne niż prowadzone obecnie naloty na IS oraz dostawy sprzętu wojskowego dla co bardziej umiarkowanych sił w antyasadowskiej opozycji - podkreśla były szef MI6.


PAP,  Financial Times