Digitalizacja cennych i zróżnicowanych pod względem wielkości dzieł wymagała od zespołu Regionalnej Pracowni Digitalizacji (działającej w ramach Małopolskiego Instytutu Kultury) opracowania nowej technologii digitalizacji. Obejmuje ona pozyskanie informacji o kolorze, rozmiarach i strukturze obiektów. Posłużono się techniką zbliżoną do tej stosowanej w geodezji i kartografii przy tworzeniu map wykorzystujących fotografię lotniczą: w zależności od rozmiarów obiektu wykonano od 60 do 120 zdjęć.

 

Obiekty wielkoformatowe zeskanowano trójwymiarowo za pomocą skanera geodezyjnego, natomiast obiekty mniejsze - przy użyciu skanera strukturalnego światła białego. Dzięki pracy specjalistów obiekty będzie można oglądać w wersji 3D.

 

Arrasy najważniejszą kolekcją w Europie


Pierwsze zdigitalizowane tkaniny reprezentują przegląd wszystkich grup tematycznych - są wśród nich arrasy biblijne, np. "Dzieje Noego", "Budowa wieży Babel"; tkaniny ukazujące krajobrazy, zwierzęta, rośliny; groteski; arrasy herbowe; naddrzwiowe, nadokienne, pokrycia krzeseł. Spora część z nich jest na co dzień niedostępna dla zwiedzających.


Magdalena Ozga, kierownik Działu Tkanin Zamku Królewskiego na Wawelu, zwróciła uwagę, że arrasy Zygmunta Augusta są jedną z najważniejszych kolekcji nie tylko w zbiorach Zamku Królewskiego na Wawelu, ale też w Europie.


Jak podkreśliła, obiekty są niezwykle delikatne - całkowicie zniszczyć je mogą woda, ogień, a światło nieodwracalnie niszczy barwniki arrasów. - Ważna jest ochrona tkanin przed światłem, a zwłaszcza przed promieniowaniem ultrafioletowym. Używamy więc specjalistycznych filtrów i przesłon, by zabezpieczyć je przed działaniem tego niszczącego czynnika, ograniczamy ilość światła w salach, w których są eksponowane i stosujemy specjalne, wyposażone w blokady UV źródła światła - wyjaśniła Ozga.


- Tkaniny nie są czymś, co zostało nam dane na zawsze. W czasie swojej historii wielokrotnie uniknęły cudem zniszczenia - mówiła Ozga.

 

Rabowane, ewakuowane - na Wawelu znów od 1961 r.


Zygmunt August, ostatni z dynastii Jagiellonów, ok. 1548 r. zamówił w Brukseli kolekcję tkanin. Do 1560 r. wszystkie znalazły się na Wawelu. Król wybrał najlepsze wówczas warsztaty tkackie, które wykonywały zamówienia dla wielu europejskich władców. Początkowo kolekcja liczyła 160-170 tkanin. Do naszych czasów dotrwało 136.


Tkaniny wykonane z kosztownych materiałów - wełny, jedwabiu z dużą ilością nici srebrnych i złotych - były pierwotnie wykorzystywane w czasie największych uroczystości na królewskim dworze. Po raz pierwszy zdobiły sale zamku w czasie trzeciego wesela ostatniego Jagiellona i Katarzyny Mantuańskiej w 1553 r. Przez kolejnych władców traktowane były jak cenne dziedzictwo, chronione i pokazywane w czasie najważniejszych uroczystości.


W 1795 r. kolekcja została zrabowana przez Rosjan i znalazła się w kilku różnych carskich rezydencjach w Moskwie i Petersburgu. Tkaniny powróciły do Polski po 1921 r., jednak nie wszystkie, kilkunastu nie udało się odnaleźć. Kilka arrasów uległo zniszczeniu - zostały pocięte i ze względu na stan zachowania nie mogą być pokazywane publiczności.


Lata międzywojenne tkaniny spędziły na Wawelu, ale wybuch II wojny światowej był początkiem długiej tułaczki zbioru. Tkaniny zostały ewakuowane najpierw do Rumunii, a później przez Francję i Anglię do Kanady. Quebec stał się ich przystankiem na dłużej, ostatecznie kolekcja wróciła na Wawel dopiero w 1961 r. - Właściwie od wtedy można ją oglądać w salach naszego zamku, ale ci, którzy nie mają takiej możliwości, będą to mogli zrobić na ekranie komputera – zauważyła Ozga.


PAP