W opinii Grosickiego reprezentanci Francji i Niemiec, którzy rozgrywali w piątek na Stade de France towarzyskie spotkanie, prawdopodobnie nie zdawali sobie sprawy, co się dzieje w pobliżu. - Wydaje mi się, że piłkarze byli na tyle skoncentrowani na meczu, że nie wyobrażali sobie, że taka sytuacja ma miejsce. Widać było, że w pewnym momencie zawodnicy nie wiedzieli co się dzieje - mówił.

 

Reprezentant Polski przyznał, że Francja potrzebuje zmian na pół roku przed mistrzostwami Europy. - Jestem tam na co dzień, na tym stadionie także grałem w finale Pucharu Francji. Sam jestem w szoku i zastanawiam się nad swoją przyszłością - mówił zawodnik Stade Rennais. - Terroryści uderzali w miejsca pełne ludzi. Za pół roku mistrzostwa Europy. Cały świat będzie patrzył na Francję. Będzie tam wielu kibiców. To budzi obawy. To są ludzie niepoczytalni (zamachowcy - przyp. red.). Oni celują tam, gdzie się coś dzieje. Euro 2016 będzie ważnym wydarzeniem. Imprezę trzeba tak zabezpieczyć, żeby nikt nie pomyślał nawet, że cos się może stać - stwierdził.

 

"Trzy katastrofy"

 

Grosicki podkreślił swoje obawy dotyczące przyszłości Francji. - Nadeszły dla niej czasy smutne i bardzo złe. Francja musi sobie z tym poradzić. Przez ostatni rok, jak tam byłem, przeżyła trzy katastrofy - podkreślił. Wymienił ataki na Charlie Hebdo, katastrofę samolotu na terenie Francji (lot Germanwings i wypadek w Alpach) i piątkowe zamachy.  - Z Francją dzieje się coś złego i trzeba coś z tym zrobić. To zbyt piękny kraj - mówił.

 

Polsat News