Odchodzący szef Ministerstwa Obrony Narodowej nie chciał akcentować czwartkowego, ostrego wystąpienia Ewy Kopacz w Sejmie. Pełniąca obowiązki premier złożyła dymisję swojego rządu. - Różne są komentarze i oceny. Najważniejszy fakt to dymisja rządu na pierwszym posiedzeniu Sejmu. Moim zdaniem te oceny (dotyczące przemówienia - przyp. red.) są uprawnione, bo mówimy co nam się podoba, ale najważniejsze fakty wczoraj to były te konstytucyjne - stwierdził Siemoniak.

 

Polityk tłumaczył także nieoczekiwaną porażkę Kopacz w wyborach na szefa klubu parlamentarnego PO. - Klub rządzi się swoją logiką. Często posłowie i senatorowie mają swoje oceny i wczoraj je wyrazili. Każdy miał swoje powody, najważniejsze, że rozstrzygamy takie sprawy w sposób demokratyczny i że po tych wyborach dalej idziemy zgodnie pracować - stwierdził i podkreślił, że według niego premier Ewa Kopacz wykonała przez rok "olbrzymią pracę". - Część osób uważała, ze nie należy łączyć funkcji przewodniczenia partii i klubowi. Takie głosy też słyszałem - dodał.

 

Siemoniak wyjaśnił także, dlaczego PSL - w przeciwieństwie do PO - tak szybko dokonało powyborczych rozliczeń. - Ludowcy są w innej sytuacji. Dla nich wyniki wyborów były zimnym prysznicem, wielu liderów nie weszło do Sejmu, w tym Janusz Piechociński. Władysław Kosiniak-Kamysz z tego co wiem do tej władzy sie nie pchał, ale było jasne, że lider nie może być poza klubem - argumentował.

 

Lojalny wobec Kopacz

 

Na ten moment polityk wykluczył także start w wyborach o przywództwo w partii, ponieważ wstępną deklarację startu wygłosiła Ewa Kopacz. Siemoniak jest lojalny wobec niej: - Ja powiedziałem, że byłbym gotowy rozważyć to (start w wyborach partyjnych - przyp. red.) w sytuacji, gdyby nie kandydowała premier Ewa Kopacz.

 

Siemoniak obowiązki szefa MON będzie pełnił do poniedziałku. Jego następcą będzie Antoni Macierewicz.

 

Polsat News