Lagerback chętnie kontynuował rozmowę z dziennikarzami również po zakończeniu konferencji prasowej przed towarzyskim meczem z biało-czerwonymi w Warszawie. Na pytanie jednego z nich, czy aby nie spieszy się na trening, odparł:  - Spokojnie, dadzą sobie radę, mogą zacząć beze mnie.

 

67-letni selekcjoner podkreślił, że ma zaufanie do swoich piłkarzy i asystentów i nie czuje potrzeby sprawdzania ich na każdym kroku. - Kiedy byłem młodym trenerem, chciałem kontrolować wszystko i wszystkich. Ale nabrałem trochę doświadczenia i wiem teraz, że trzeba pozwalać innym na przejmowanie części odpowiedzialności. Nie chcę takiej sytuacji, w której muszę być wszędzie w każdej sekundzie i sprawdzać, czy wszystko jest robione jak należy. Trzeba ufać ludziom, z którymi się pracuje, zarówno sztabowi, jak i samym piłkarzom - analizował szkoleniowiec.

 

Przyznał też, że nie stosuje żadnego sztywnego modelu szkolenia i przesadnie nie trzyma swoich podopiecznych w ryzach. - Nie mamy prawie żadnych surowych reguł obowiązujących piłkarzy i pracowników. To dlatego, że wtedy musielibyśmy wymyślić też szczegółowy system kar. Wolimy opierać się na wskazówkach i wytycznych, które obowiązują na boisku i poza nim. Ale oczywiście oczekuję też od wszystkich profesjonalizmu. Jeśli kogoś na niego nie stać, nie powinno go być w islandzkiej drużynie narodowej - wyjaśnił Szwed.

 

Lagerback podkreślił też, że w jego ekipie wszyscy traktowani są równo. - Nie lubię nazywać żadnego piłkarza "gwiazdą", choć to oczywiście zależy od tego, jak zdefiniujemy to słowo. Dla mnie ma ono trochę negatywny wydźwięk. Wy macie fantastycznego napastnika, jakim jest Robert Lewandowski, i nie mam nic przeciwko temu, że wy nazywacie go gwiazdą. Ale ja tego nie robię, wręcz nie chcę nikogo takiego w składzie. Gylfi Sigurdsson to dobry zawodnik, ale jest tylko częścią zespołu, w pojedynkę niczego nie dokona. Zresztą Lewandowski też sam meczu nie wygra - ocenił.

 

"Naród jest z nami"

 

Lagerback został selekcjonerem reprezentacji Islandii w 2011 roku. W eliminacjach do zeszłorocznego mundialu odpadł dopiero po barażach z Chorwacją, ale w turnieju kwalifikacyjnym Euro 2016 zajął drugie miejsce w grupie A - za Czechami, a przed Turcją i Holandią - i zapewnił temu zespołowi pierwszy w historii awans do tak ważnych rozgrywek.

 

Przyznał, że sukces odniesiony z Islandią był szczególnym wydarzeniem w jego karierze. - Często jestem o to pytany. Kiedy awansowałem na dużą imprezę ze Szwecją czy Nigerią to było ważne, ale nie da się ukryć, że w Islandii jest to czymś wyjątkowym. Głównie dlatego, że to pierwszy raz w historii, ale nie bez znaczenia jest też fakt, że to niewielki kraj i być może mało kto spodziewał się, że nam się uda. Czujemy, że cały naród jest za nami, bilety na mecze sprzedają się w pół godziny, a na stadion przychodzi trzy procent populacji - opowiadał.

 

Lagerback wyraził również podziw dla charakteru mieszkańców wyspy. - Islandczycy chyba rzeczywiście mają szczególną mentalność. Są odizolowani od reszty kontynentu, może dlatego uczuciowo są mocno związani ze swoim krajem. Piłkarze z radością wracają do domów i z ogromną dumą grają w reprezentacji. Są tak wychowywani, aby potrafili sami o siebie zadbać i pracować na najwyższych obrotach. To widać nie tylko wśród zawodników, ale też w całym społeczeństwie - opowiadał.

 

Piątkowe spotkanie Polski z Islandią na Stadionie Narodowym rozpocznie się o godzinie 20.45.

 

PAP