Rozprawa jest tajna, odbywa się w zabezpieczonej sali Sądu Okręgowego w Warszawie, do której dziennikarze nie mają wstępu. Nikt też nie informuje o jej szczegółach. Akt oskarżenia skierowała do sądu w czerwcu Prokuratura Apelacyjna w Warszawie.


Jurij K. został zatrzymany przez ABW w lutym ubiegłego roku. Informacje o podejrzanym Białorusinie Agencji Bezpieczeństwa przekazały służby wywiadu wojskowego. Oskarżony pisał w listach do polskich mediów, że nie jest szpiegiem. W ocenie ABW, zanim został zatrzymany, robił wszystko, żeby dać do zrozumienia, że wykonuje w Polsce zadania wywiadowcze.


"Gazeta Wyborcza" podaje, że Jurij K. został namierzony w Bydgoszczy, gdzie robił zdjęcia obiektom wojskowym. – Problem w tym, że on się zupełnie nie krył, zachowywał się jak w tanim filmie sensacyjnym, tak jakby chciał zostać zatrzymany – anonimowo informował jeden z oficerów ABW. - W aparacie miał pełno fotografii obiektów militarnych nie tylko z Bydgoszczy. Sprawdzamy, gdzie jeszcze był – dodał oficer.


"Dziwny ten szpieg"


Oskarżony twierdził, że był wysłannikiem gazety z Grodna. Dziennikarze "GW" ustalili jednak, że był tam zatrudniony jako dyrektor marketingu, a nie dziennikarz. Dodatkowo w momencie zatrzymania nie pracował tam już niemal od roku. Jedna z byłych koleżanek wyznała, że mężczyzna przeglądał komputery współpracowników.


Media podają, że Białorusin w śledztwie składał obszerne wyjaśnienia m.in. szczegółowo opowiadając o swojej wcześniejszej działalności w białoruskim Specnazie – elitarnej jednostce wojskowej. Nie było to standardowe zachowanie szpiega, bo agenci obcych państw z reguły odmawiają wyjaśnień. Prawdopodobna była wersja, że swoim zachowaniem Jurij K. miał odciągnąć uwagę ABW od działalności prawdziwych szpiegów.


Jeden z prokuratorów w nieoficjalnej wypowiedzi dla "GW" powiedział: - Dziwny ten szpieg, raczej jakiś mitoman, który się zaplątał w poważną historię.


Udawał agenta


Historia "fałszywego szpiega" zdarzyła się już w Polsce. W maju tego roku Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie utrzymał wyrok 7 lat więzienia dla obywatela Białorusi Aleksandra Lianiuki, który w latach 1999–2007 pozorował współpracę wywiadowczą z byłymi Wojskowymi Służbami Informacyjnymi.  Podawał się za białoruskiego agenta i przekazywał polskim służbom bezwartościowe informacje, czym wyłudził 319 tys. dolarów i 18 tys. euro. Sąd uznał, że skazany czynił to w ramach "gry operacyjnej białoruskiego wywiadu przeciwko Polsce".

 

PAP, Gazeta Wyborcza