Ruszył tajny proces Białorusina oskarżonego o szpiegostwo w Polsce

Polska
Ruszył tajny proces Białorusina oskarżonego o szpiegostwo w Polsce
PAP/Tomasz Gzell

- Jestem niewinny, sprawa została sprokurowana przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego – mówił przed wejściem na salę sądową Jurij K. Przekonywał, że nie jest szpiegiem, ale wykładowcą, co mają potwierdzić liczni świadkowie. Grozi mu do 10 lat więzienia.

Rozprawa jest tajna, odbywa się w zabezpieczonej sali Sądu Okręgowego w Warszawie, do której dziennikarze nie mają wstępu. Nikt też nie informuje o jej szczegółach. Akt oskarżenia skierowała do sądu w czerwcu Prokuratura Apelacyjna w Warszawie.


Jurij K. został zatrzymany przez ABW w lutym ubiegłego roku. Informacje o podejrzanym Białorusinie Agencji Bezpieczeństwa przekazały służby wywiadu wojskowego. Oskarżony pisał w listach do polskich mediów, że nie jest szpiegiem. W ocenie ABW, zanim został zatrzymany, robił wszystko, żeby dać do zrozumienia, że wykonuje w Polsce zadania wywiadowcze.


"Gazeta Wyborcza" podaje, że Jurij K. został namierzony w Bydgoszczy, gdzie robił zdjęcia obiektom wojskowym. – Problem w tym, że on się zupełnie nie krył, zachowywał się jak w tanim filmie sensacyjnym, tak jakby chciał zostać zatrzymany – anonimowo informował jeden z oficerów ABW. - W aparacie miał pełno fotografii obiektów militarnych nie tylko z Bydgoszczy. Sprawdzamy, gdzie jeszcze był – dodał oficer.


"Dziwny ten szpieg"


Oskarżony twierdził, że był wysłannikiem gazety z Grodna. Dziennikarze "GW" ustalili jednak, że był tam zatrudniony jako dyrektor marketingu, a nie dziennikarz. Dodatkowo w momencie zatrzymania nie pracował tam już niemal od roku. Jedna z byłych koleżanek wyznała, że mężczyzna przeglądał komputery współpracowników.


Media podają, że Białorusin w śledztwie składał obszerne wyjaśnienia m.in. szczegółowo opowiadając o swojej wcześniejszej działalności w białoruskim Specnazie – elitarnej jednostce wojskowej. Nie było to standardowe zachowanie szpiega, bo agenci obcych państw z reguły odmawiają wyjaśnień. Prawdopodobna była wersja, że swoim zachowaniem Jurij K. miał odciągnąć uwagę ABW od działalności prawdziwych szpiegów.


Jeden z prokuratorów w nieoficjalnej wypowiedzi dla "GW" powiedział: - Dziwny ten szpieg, raczej jakiś mitoman, który się zaplątał w poważną historię.


Udawał agenta


Historia "fałszywego szpiega" zdarzyła się już w Polsce. W maju tego roku Sąd Apelacyjny w Warszawie prawomocnie utrzymał wyrok 7 lat więzienia dla obywatela Białorusi Aleksandra Lianiuki, który w latach 1999–2007 pozorował współpracę wywiadowczą z byłymi Wojskowymi Służbami Informacyjnymi.  Podawał się za białoruskiego agenta i przekazywał polskim służbom bezwartościowe informacje, czym wyłudził 319 tys. dolarów i 18 tys. euro. Sąd uznał, że skazany czynił to w ramach "gry operacyjnej białoruskiego wywiadu przeciwko Polsce".

 

PAP, Gazeta Wyborcza

prz/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze