Kamiński szybko zaprzeczył, że oceniane przez wielu jako konfrontacyjne wystąpienie Ewy Kopacz, było napisane przez niego. - Ja go nie pisałem, po drugie ono nie było obraźliwe i agresywne - stwierdził. - Ja jestem zdziwiony, że ludzie, którzy przez ostatnie lata twierdzili, że ta druga formacja polityczna zabiła prezydenta, że Polska nie jest wolnym krajem, że jest kondominium rosyjsko-niemieckie, ludzie, którzy nazywali flagę Unii Europejskiej szmatą, wyzywali swoich przeciwników politycznych od najgorszych, którzy o poprzednim prezydencie, bohaterze walki o polską wolność mówili prezydent "Komoruski", mają prawo obrażać się na dzisiejsze, prawdziwe wystąpienie. To tak jakbym ja zarzucał komuś niezdrowe żywienie, a patrząc na mnie widać, że mam z tym problem - wyjaśnił.

 

- PiS to ostatnia formacja, która może zarzucać innym agresywność. Należy najpierw uderzyć się we własne piersi - dodał.

 

Z opinią Kamińskiego nie zgodził się Jacek Sasin. - Mnie to wystąpienie zażenowało - ocenił. Dodał, że "dzisiaj mieliśmy dzień nadzwyczajny, pierwsze posiedzenie Sejmu, były piękne wystąpienia prezydenta Andrzeja Dudy i marszałka seniora Kornela Morawieckiego". - Sejm jest miejscem często gorącej dyskusji, ale nie musimy się nawzajem obrażać i atakować. Wystąpienie premier było zupełnym dysonansem. Mam nadzieję, że w nowej kadencji uda nam się normalnie pracować dla Polski - zaapelował i podkreślił, że "wystąpienie (Ewy Kopacz - przyp. red.) było bardzo nie na miejscu".

 

- Muszę powiedzieć, że dziwię się, że premier Ewa Kopacz i jej doradcy niczego nie zrozumieli z lekcji, której wyborcy udzielili Platformie Obywatelskiej - podsumował.

 

Poniżej zapis całej rozmowy

 

 

Polsat News

 

Czytaj także: Dymisja Kopacz i przestroga pod adresem PiS. "Nie przegapimy żadnego kłamstwa"