Trump, czołowy kandydat w walce o nominację na prezydenta USA z ramienia Partii Republikańskiej, po raz kolejny znalazł się w centrum uwagi. Podczas wtorkowej debaty powiedział, że "w 100 proc." popiera interwencję Rosji w Syrii przeciwko Państwo Islamskiemu.- Naprawdę nie rozumiem, jak można być przeciw - mówił Trump. Według kandydata, katastrofa rosyjskiego samolotu prawdopodobnie spowodowana przez IS jest sygnałem, że prezydent Rosji "nie może kochać tych ludzi" i będzie kontynuował interwencję w Syrii.

 

Odniósł się również do problemu na Ukrainie stwierdzając, że jego rozwiązanie to zadanie Niemiec i sąsiadów Ukrainy. - Czemu my zawsze musimy wykonywać robotę za innych? Musimy być mądrzejsi, nie możemy być policjantami całego świata - stwierdził.


Za te słowa spotkał się z ostrą krytyką ze strony pozostałych kandydatów, na czele z byłym gubernatorem Florydy Jebem Bushem, który zarzucił Trumpowi brak pojęcia "jak działa świat". - Nie chodzi o to, byśmy byli policjantem świata, ale musimy przewodzić światu  - powiedział brat byłego prezydenta USA. Jego stanowisko poparł senator z Florydy Marco Rubio, który określił Putina jako "gangstera". Wsparła go również była szefowa Hewlett-Packard Carly Fiorina, która skrytykowała Trumpa za jego propozycję, aby z Putinem rozmawiać "z pozycji słabszego". - Ja bym z Putinem nie rozmawiała, ale pod jego nosem budowała w Polsce tarczę antyrakietową i prowadziła agresywne ćwiczenia w krajach bałtyckich - skomentowała.

 

Spór o imigrantów


Bush, a także gubernator Ohio John Kasich skrytykowali też antyimigracyjne propozycje Trumpa, jak budowa muru na granicy z Meksykiem i deportacja wszystkich ponad 11 mln nielegalnych imigrantów obecnie mieszkających w USA. - Pomyśl o rodzinach, o dzieciach. Przecież nie da się tak po prostu zabrać tych ludzi i wywieźć zagranicę. To nie jest poważna propozycja  - mówił Kasich. - Odesłanie 12 mln nielegalnych imigrantów, 500 tys. miesięcznie, jest niemożliwe - dodał Bush. Zaznaczył przy tym, że bez głosów mniejszości latynoskiej, która obecnie skłania się ku faworytce Demokratów Hillary Clinton, Republikanom może być ciężko osiągnąć zwycięstwo. - Musimy wygrać wybory prezydenckie, a to się uda, jeśli będziemy mieć praktyczny plan, by pozwolić zalegalizować status nielegalnych imigrantów – stwierdził.

 

W debacie brało udział ośmiu kandydatów, którzy w sondażach uzyskują przynajmniej 2,5 proc. poparcia w skali kraju. Centralne miejsce na scenie zajęli miliarder Donald Trump i emerytowany neurochirurg Ben Carson, outsiderzy polityczni, którzy prowadzą w sondażach realizowanych wśród wyborców republikańskich.

 

PAP