Wykładnia przewiduje, że produkty rolne, jak warzywa i owoce, a także kosmetyki pochodzące z osiedli izraelskich na terytoriach okupowanych, nie mogą być oznakowane jako produkty wyprodukowane w Izraelu, gdyż UE nie uważa tych obszarów za część państwa izraelskiego. Etykiety muszą wyraźnie wskazywać, że towary zostały wyprodukowane na terenie osiedli izraelskich i w związku z tym nie mogą nosić etykiety "Made in Israel".

 

Taka interpretacja unijnych przepisów ma na celu właściwe poinformowanie unijnych konsumentów o pochodzeniu produktów, które kupują. Produkty importowane z terenów okupowanych przez Izrael nie są też objęte preferencjami handlowymi, które obowiązują między tym krajem a UE.

 

O ile dla produktów rolnych i kosmetyków oznaczenia dotyczące pochodzenia są obowiązkowe, o tyle kraje członkowskie mają swobodę we wprowadzaniu oznaczeń dla produktów przemysłowych i przetwórstwa z terenów okupowanych. Większość importu z osiedli izraelskich to jednak produkty rolne i kosmetyki.

 

Szacuje się, że przepisy te dotyczą około 1 procenta całej wymiany handlowej między UE a Izraelem, której wartość sięga 30 mld euro rocznie.

 

W Izraelu decyzja KE spotkała się z ostrą reakcją. "Ubolewamy nad tym, że UE zdecydowała się z powodów politycznych na ten wyjątkowy i dyskryminujący krok" - oświadczyło izraelskie ministerstwo spraw zagranicznych. Zarzuciło UE, że stosuje podwójne standardy wobec tego kraju i ignoruje fakt, że na całym świecie jest około 200 sporów terytorialnych.

 

PAP