- Dziś chcemy zrobić ważny krok. Należy uczynić wszystko, aby decyzje, które już podjęliśmy, zostały wdrożone. Ale do tego trzeba wsparcia wszystkich 28 krajów UE. Jeśli wszyscy sobie to uświadomią, to wreszcie posuniemy się naprzód w sprawie relokacji uchodźców - powiedział dziennikarzom luksemburski minister Jean Asselborn, który przewodniczy spotkaniu.


Ostrzegł, że gdy Niemcy i Szwecja - które są głównym celem napływających do UE migrantów - będą zbyt obciążone, to ostatecznie zamkną swoje granice. - Wówczas nastąpi efekt domina i nie wiem, co może wydarzyć się na Bałkanach - powiedział Asselborn. Dodał, że obowiązkiem krajów UE jest nie tylko ochrona strefy Schengen, ale też niedopuszczenie do tego, aby ludzie przeprawiający się do Europy tonęli w Morzu Śródziemnym czy zamarzali, próbując pieszo przedostać się przez Bałkany Zachodnie do Unii.


Relokacja przebiega zbyt wolno


Niemiecki minister spraw wewnętrznych Thomas de Maiziere powiedział, że uzgodnione jeszcze we wrześniu rozmieszczenie między kraje UE 160 tysięcy uchodźców, docierających do Włoch i Grecji, przebiega zbyt wolno. - Wynika to z kilku powodów, ale głównie z tego, że hotspoty nie funkcjonują właściwie - ocenił. Tzw. hotspoty, to punkty rejestracji uchodźców we Włoszech i Grecji.


- Nalegamy na to, aby wreszcie zrealizowano to, co postanowiono. Jesteśmy po prostu zbyt wolni w obliczu utrzymującego się napływu uchodźców. Ten napływ musi zostać ograniczony - powiedział de Maiziere. - Chcemy utrzymać strefę Schengen, ale czas ucieka. Dlatego ochrona granicy zewnętrznej jest jedną z najważniejszych spraw.


Austria chce, by inne kraje przejęły jej uchodźców


Także austriacka minister Johanna Mikl-Leitner ostrzegła, że utrzymanie strefy Schengen bez kontroli na wewnętrznych granicach będzie możliwe tylko wówczas, jeśli zabezpieczone zostaną granice zewnętrzne UE. - To mit, że niemożliwa jest skuteczna ochrona granicy morskiej między Turcją a Grecją. Grecja ma silną marynarkę wojenną, którą może wykorzystać, pod cywilnym dowództwem, także do ochrony granic. Może też skorzystać z pomocy innych krajów UE - powiedziała Mikl-Leitner.


Nie wykluczyła, że Austria zwróci się o objęcie jej programem relokacji 160 tysięcy uchodźców. Oznaczałoby to, że pozostałe kraje UE miałyby podzielić między siebie także kontyngent uchodźców przyjmowanych przez Austrię. Jest to możliwe, bo w planie relokacji 160 tysięcy osób utrzymano rezerwowy kontyngent liczący 54 tysiące uchodźców - na wypadek, gdyby kolejny kraj UE znalazł się pod presją migracyjną. Początkowo ta kwota miała być przeznaczona dla Węgier, które jednak odrzuciły tę propozycję.


W ubiegłym tygodniu o objęcie planem relokacji uchodźców zwróciła się już Szwecja, która - obok Niemiec - jest głównym celem napływających do UE imigrantów.


Dla niektórych państw UE kłopoty z wdrożeniem programu rozmieszczenia uchodźców to dowód, że od początku był on chybiony. Taką opinię wyraził słowacki minister Robert Kaliniak. - Mówiłem już wcześniej, że program ten nie jest skuteczny. Doniesienia z hotspotów w Grecji całkowicie rozczarowują - ocenił Kaliniak.


Dotychczas relokowano jedynie 130 uchodźców


Program rozmieszczenia 160 tysięcy uchodźców zainicjowany został przez Komisję Europejską, aby pomóc Włochom i Grecji w złagodzeniu skutków napływu imigrantów przez Morze Śródziemne. Został przyjęty po sporach o to, czy kwoty podziału mają być obowiązkowe, czy też powinien być to program dobrowolny. Za dobrowolnością były kraje Grupy Wyszehradzkiej, w tym Polska. Warunkiem relokacji było jednak utworzenie we Włoszech i Grecji punktów rejestracji uchodźców, tzw. hotspotów, które mają zapewnić, że tylko te osoby, którym przysługuje azyl w Unii Europejskiej, zostaną wysłane do innych państw wspólnoty.

 

Do tej pory program ten przyniósł niewielki rezultat: udało się relokować zaledwie około 130 uchodźców.


PAP