Po starcie z pole position Lorenzo prowadził od startu to mety, ale Marquez przez cały wyścig jechał tuż za tylnym kołem jego Yamahy. Zawodnik Hondy ani razu nie zdecydował się jednak na atak. Co więcej, na finiszu ostro bronił drugiej lokaty przed atakami zespołowego kolegi, Daniego Pedrosy.

Rossi miał tymczasem pełne ręce roboty. Ukarany za zderzenie z Marquezem w Malezji, Włoch startował z końca stawki i choć ostatecznie przebił się na czwarte miejsce, nie był w stanie dogonić pierwszej trójki. Gdyby Repsol Hondy na finiszu wyprzedziły jednak Lorenzo, tytuł trafiłby do Rossiego. W pewnym momencie niewiele brakowało.

 - Wiedziałem, że gdyby mnie wyprzedzili, straciłbym tytuł – powiedział Lorenzo, który w MotoGP triumfował już również w latach 2010 i 2012. - To był bardzo trudny i stresujący wyścig. Pod koniec prawa strona opon była kompletnie zużyta i musiałem bardzo uważać na wejściach w prawe zakręty. Nie wiedziałem ile jeszcze okrążeń do mety bo nie widziałem mojej tablicy na prostej, ale gdy minąłem szachownicę poczułem wielką radość i rozpłakałem się. Jestem trzykrotnym mistrzem, jak takie legendy jak Wayne Rainey, Kenny Roberts Senior czy Ayrton Senna. To niesamowite - wyznał.

Marquez, który dwa tygodnie wcześniej kąsał Rossiego na torze Sepang od samego początku, wyprzedzając się z Włochem czternaście razy na dystansie raptem trzech kółek, tym razem nie wychylił się ani razu, choć w połowie toru był wyraźnie szybszy od zawodnika Yamahy.


- Jeśli ktoś mówi, że nie jechałem na sto procent, traktuję to jak obelgę - podkreślał Marquez, za którym murem stanęło także kierownictwo Hondy.  - Nie możemy się zgodzić z poważnymi oskarżeniami Valentino – dodał szef HRC, Shuhei Nakamoto. - Nie ma żadnych dowodów, które by to potwierdzały -dodał.

Z pomocą Marquez czy też nie, nie ma jednak wątpliwości, że Lorenzo jest w tym sezonie zasłużonym mistrzem. Hiszpan wygrał najwięcej wyścigów. Choć popełnił też więcej błędów niż Rossi, który pokonał go pod względem ilości wizyt na podium, to jednak 28-latek z Majorki bardzo często był od Włocha zwyczajnie szybszy. Trochę jednak szkoda, że po całym zamieszaniu w ostatnich wyścigach Rossi nie mógł w Walencji stoczyć z zespołowym kolegą wyrównanej walki. Będzie jednak miał ku temu okazję w sezonie 2016.

Po mistrzostwo świata w klasie Moto3 sięgnął w niedzielę Danny Kent. Co prawda słodko gorzkie zwycięstwo wywalczył Portugalczyk Miguel Oliveira, ale dziewiąte miejsce na mecie wystarczyło Brytyjczykowi do przypieczętowania tytułu podczas dramatycznego finału. Zmagania Moto2 wygrał ustępujący mistrz Tito Rabat, podczas gdy po tytuł już w Japonii na początku października sięgnął Francuz Johann Zarco.

We wtorek i środę zawodników MotoGP czekają jeszcze w Walencji ostatnie w tym roku, oficjalne testy, podczas których cała stawka już oficjalnie przesiądzie się na opony nowego dostawcy, francuskiej firmy Michelin. Czy zmiana ogumienia oznaczać będzie początek nowej ery i nowe rozdanie? Przekonamy się już wkrótce...