Maszyna koncertowa The Rolling Stones wystartowała trzy lata temu i nabiera tempa. Trasa 50 & Counting miała się początkowo ograniczyć do kilku specjalnych koncertów w Londynie, Paryżu i Nowym Jorku. Zespół świętował wtedy 50 lecie swojego istnienia. Muzycy tradycyjnie zaczęli od rozgrzewki w jednym z paryskich klubów, później zagrali dwa wielkie koncerty w londyńskiej O2 Arena i polecieli do Stanów Zjednoczonych. Przygoda skończyła się dopiero w lipcu następnego roku występem na festiwalu w Glastonbury oraz triumfalnym koncertem w londyńskim Hyde Parku - pierwszym od 1969 roku. The Rolling Stones zabrali ze sobą basistę Billa Wymana, jednego z założycieli, który odszedł z zespołu na początku lat 90-tych, oraz Micka Taylora - gitarzystę, który grał z nimi na początku lat 70-tych. Na 30 koncertach gościnnie pojawiali się na scenie najwięksi giganci muzyczni: od Bruce’a Springsteena i Toma Waitsa do Lady Gagi i Katy Perry.

 

Ponad siedemdziesięcioletni muzycy wyraźnie znów poczuli magię swojego rock’n rollowego cyrku i spędzili w trasie kolejne dwa lata. Pod szyldem 14 On Fire zagrali 29 koncertów w Azji, Europie, Australii i Oceanii. Trasa trwała prawie cały rok, ale kilka koncertów zostało przełożonych po samobójczej śmierci partnerki Micka Jaggera. Zespół wystąpił też po raz pierwszy w Izraelu i na dwóch festiwalach m.in. w Roskilde, co było historycznym ewenementem. Niestety trasa ominęła Polskę. Wiosną tego roku The Rolling Stones wrócili na kolejne 15 koncertów do Ameryki - już pod hasłem Zip Code.

 

W ramach trasy America Latina Ole, poza koncertami w Rio de Janeiro, Sao Paulo i Buenos Aires, zespół po raz pierwszy odwiedzi Urugwaj, Kolumbię i Peru.

 

W krótkim wideo promocyjnym na koncerty zapraszają  sami muzycy, a Keith Richards deklaruje, że w Ameryce Południowej jest najlepsza, najbardziej energetyczna i żywiołowa publiczność. Jak na razie nie ma żadnej informacji o koncercie zespołu na Kubie. Wiadomo, że w październiku był tam Mick Jagger z ekipą telewizji BBC, która kręci film dokumentalny o nowym obliczu Hawany. Podobno negocjował z kubańskimi władzami ideę zakończenia trasy właśnie tam. Nie wiadomo jednak czy otwarte od niedawna na kontakty z zachodnim światem komunistyczne władze gotowe są na terapię szokową. Może pamiętają jeszcze batalistyczne sceny przed Pałacem Kultury w 1967 roku, może przypomniały sobie, jak Keith Richards opowiadał, że to rock’n roll, a nie wyścig zbrojeń doprowadził do upadku komunizmu.

 

polsatnews.pl