W szpitalach w Bukareszcie zmarło siedmiu poszkodowanych, którzy doznali ciężkich poparzeń i mieli problemy z oddychaniem. Dwie kolejne osoby, jedna narodowości rumuńskiej, a druga włoskiej, zmarły w Holandii, dokąd zostały przetransportowane dzień wcześniej na specjalistyczne leczenie - poinformował na wieczornej konferencji prasowej Sorin Cimpeanu, który został mianowany w czwartek tymczasowym premierem Rumunii po dymisji Victora Ponty.

 

Około stu osób, w większości młodych ludzi, pozostaje w szpitalach, stan około czterdziestu z nich ocenia się jako poważny lub krytyczny. W piątek szesnastu rannych przetransportowano drogą lotniczą do szpitali w Belgii i Holandii; w sobotę dwie inne osoby trafiły na leczenie do Austrii.

 

Ogień strawił klub

 

Pożar wybuchł w nocy z 30 na 31 października w popularnym wśród młodzieży klubie Colectiv w czasie pokazu pirotechnicznego na koncercie. Dotychczasowe ustalenia śledztwa wykazały wiele uchybień w kwestiach bezpieczeństwa. W klubie otwarte było tylko jedno wyjście, nie było awaryjnych dróg ucieczki, a izolacja akustyczna została wykonana z łatwopalnych materiałów. Przedstawiciele rumuńskiego MSW ustalili, że klub nie miał zezwolenia na urządzenie pokazu pirotechnicznego. 

 

Gdy pojawił się ogień, ludzie ruszyli ku jedynemu wyjściu, tratując się nawzajem. Wiele osób zostało uwięzionych.

 

Tragedia doprowadziła do masowych protestów, m.in. przeciwko korupcji klasy politycznej, która jest uważana za przyczynę tragedii. Jednak po środowej dymisji rządu demonstracje nie ustały. W sobotę ok. 3 tys. ludzi przeszło ulicami Bukaresztu. Zgromadzeni skandowali "Rumunio, przebudź się!" i "Colectiv!".

 

Z kolei w piątek wieczorem przed spalonym klubem zebrały się setki ludzi, żeby uczcić pamięć ofiar tragicznego pożaru sprzed tygodnia. Ludzie wciąż przynoszą kwiaty i palą znicze. W ramach akcji społecznej ochotnicy oddają krew i przekazują datki finansowe dla potrzebujących, przynoszą do szpitali jedzenie i napoje dla personelu oraz rodzin poszkodowanych.

 

W sobotę prokuratorzy zajmujący się walką z korupcją poinformowali o aresztowaniu mera dzielnicy, w której mieści się klub. Według nich mer zezwolił klubowi na działalność mimo braku dopuszczenia lokalu do użytku przez straż pożarną. Trzech właścicieli klubu aresztowano 2 listopada.

 

PAP