Polscy artyści często wspomagają rozmaite akcje charytatywne, zwłaszcza te medialnie eksponowane. To okazja, aby czynić dobro, a jednocześnie zadbać o swój publiczny wizerunek.

 

Muzyczne środowisko solidarnie wspiera osoby ze swojego grona, mając świadomość, że nawet najpopularniejsi artyści nie są skutecznie zabezpieczeni w przypadkach choroby czy niezdolności do pracy. W przypadku Marka Karewicza prawdopodobnie nie trzeba było nikogo długo namawiać. Większość artystów, zwłaszcza starszego pokolenia, ma wobec niego dług wdzięczności. To on fotografował ich podczas koncertów, na specjalnie aranżowanych sesjach, projektował okładki do ich płyt. W jego archiwum znajduje się podobno około 2 milionów negatywów, ma na swoim koncie prawie 1500 okładek do płyt.

 

W PRL-owskich latach 60-tych i 70-tych, kiedy polski show business był centralnie sterowany przez instytucje państwowe, Marek Karewicz miał praktyczną wyłączność na pokazywanie rodzimych gwiazd. To, jak zapamiętaliśmy Czerwone Gitary, Niemena czy Marylę Rodowicz, to głównie jego zasługa.

 

Karewicz był przede wszystkim entuzjastą polskiego jazzu. W latach pięćdziesiątych próbował grać na trąbce i kontrabasie, dopiero Leopold Tyrmand przekonał go, żeby raczej zajął się fotografią. Był obecny na chyba wszystkich koncertach i festiwalach. Fotografował światowe gwiazdy, które występowały w Polsce. Twierdzi, że ma zdjęcia wszystkich oprócz Louisa Armstronga, ale za to pił wódkę z The Rolling Stones, a Miles Davis kupił nielegalnie zrobione zdjęcie i użył w billboardzie reklamującym nową płytę. Kilka lat temu wydał album fotograficzny This Is Jazz, jego zdjęcia wystawiane były na różnych festiwalach jazzowych na całym świecie.

 

Książka Big Beat (tak w latach 60-tych nazywano muzykę gitarowych zespołów) to historyczne zdjęcia Karewicza dokumentujące polski rock’n roll od samego początku, opatrzone jego komentarzami, anegdotami, wspomnieniami i kontrowersyjnymi opiniami.

 

Był nie tylko fotografem, ale też prezenterem (prowadził także dyskoteki) i publicystą, a przede wszystkim bywalcem wszystkich znanych w Polsce klubów jazzowych. Był kumplem, towarzyszem muzyków i ich mentorem. Życie towarzyskie stolicy razem z Tomaszem Dominikiem udokumentował w książce Złota Młodzież, Niebieskie Ptaki, Warszawka lat 60.

 

Kilka lat temu Marek Karewicz przeszedł ciężki udar i nie może już pracować. Pojawiał się co prawda na koncertach i imprezach środowiskowych, ale skromna emerytura nie pokrywa rosnących kosztów leczenia i rehabilitacji.

 

Na apel kilku fundacji i przyjaciół fotografa odpowiedziała rekordowa liczba artystów. Oto skrócona ich lista: Hanna Banaszak, Ewa Bem, Halina Frąckowiak, Dorota Miśkiewicz,  Maryla Rodowicz i Aga Zaryan, Krzysztof Cugowski, Krzysztof Daukszewicz, Andrzej Dąbrowski, Tomek Lipiński, Stanisław Soyka, Janusz Szrom, Krzesimir Dębski, Artur Dutkiewicz, Krzysztof Herdzin, Andrzej Jagodziński, Milo Kurtis, Robert Majewski, Marcin Masecki, Fazi Mielczarek, Henryk Miśkiewicz, Włodzimierz Nahorny, Włodek Pawlik, Tomasz Stańko i Krzysztof Ścierański oraz Blues Fellows, Klan i Old Timers.

 

Poza artystami w wieczorze wezmą udział dziennikarze, prezenterzy: Piotr Baron, Paweł Brodowski, Krzysztof Materna, Piotr Metz, Marek Niedźwiecki, Marek Sierocki, Piotr Stelmach, Tomasz Szachowski, Paweł Sztompke, Agnieszka Szydłowska, Tomasz Tłuczkiewicz i Marek Wiernik.

 

Koncert Gramy Dla Marka rozpocznie się o godzinie 19:00 21 listopada w klubie Stodoła w Warszawie.

 

polsatnews.pl