Napastnik miał śledzić 22-latkę, kiedy wracała z klubu. Z relacji dziewczyny wynikało, że Meksykanin wszedł za nią na klatkę i tam próbował zaatakować, ale udało jej się uciec do mieszkania i zaalarmować współlokatorów. Jeden z mężczyzn chwalił się w mediach, że przegonił napastnika. – Mówię do niego "go away brudasie” – wspominał w wywiadzie dla jednego z lubelskich portali. Mężczyzna wyraźnie sugerował, że napastnik był obcokrajowcem i miał ciemny kolor skóry.


Policja w związku ze sprawą zatrzymała podejrzanego mężczyznę. Po dokładnym przesłuchaniu Meksykanin został zwolniony. Okazało się, że w czasie rzekomego napadu przebywał w hotelu, co jasno wynika z kamer monitoringu.


Prawda była inna


Jak się okazało, sprawa wyglądała zupełnie inaczej niż przedstawiła ją 22-latka. Tego wieczora, po wyjściu z jednego z lubelskich klubów zaczepiło ją kilku mężczyzn. Widział to Meksykanin, do którego kobieta sama podeszła. Była pijana. Mężczyzna zaproponował, że odwiezie ją taksówką do domu. Pod blokiem poprosił, żeby zawołała swoich współlokatorów, żeby mógł wyjaśnić im całą sytuację. Dwóch mężczyzn rzuciło się na niego. Bili go i kopali. Miał ich sprowokować kolor jego skóry. Meksykanin uciekł i schował się w pobliskim kościele. Później wrócił do hotelu. 


26-letni Piotr T. i jego dwa lata starszy kolega Mariusz L. odpowiedzą za pobicie Meksykanina. Mężczyźni nie trafili do aresztu. Musieli wpłacić 2 tys. zł poręczenia majątkowego. Starszy z mężczyzn chce dobrowolnie poddać się karze. Młodszy jest skazany na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata za publiczne znieważenie na tle narodowościowym i rasowym.


Drugi atak na Wieniawie


Tego samego dnia trzech mężczyzn miało zaatakować 29-latkę. Kobieta jest współlokatorką Piotra T., Mariusza L. oraz 22-latki. Według relacji kobiety napastnicy trzymali ją, a jeden ciął ją po rękach i brzuchu ostrym narzędziem. Kobieta trafiła pod opiekę lekarzy, a później przyznała się policji, że zmyśliła napaść. - Kiedy wracała ze sklepu zaczepił ją były chłopak. Doszło między nimi do przepychanki - wyjaśnia Kamil Gołębiowski z zespołu prasowego lubelskiej policji. - Dziewczyna wpadła w krzaki i się podrapała. Później sama podarła sweter i opowiedziała historię o ataku współlokatorom. Wyznała także, że jednym z napastników miał być Meksykanin, który wcześniej zaatakował jej koleżankę. Kobieta może teraz usłyszeć zarzuty dotyczące zawiadomienia o fikcyjnym przestępstwie.

 

dziennikwschodni.pl