Sekretarz generalny SLD przyznał, że w partii po wyborczym niepowodzeniu nastroje nie są najlepsze. - Po każdej porażce, jak się nie wchodzi do parlamentu, to trzeba powiedzieć, że to bolesna porażka. Przez 25 lat lewica była w parlamencie. Jednak Zjednoczona Lewica jako projekt przyniosła milion 150 tys. głosów. Więcej niż PSL, podobne ilości jak Nowoczesna czy Kukiz. Nie weszliśmy do parlamentu przez ordynację wyborczą, ale nie zrzucajmy tego na karb przepisów. Podjęliśmy wyzwanie. Trzeba się zjednoczyć, żeby był lepszy wynik. Projekt oceniam pozytywnie, ale potrzebna jest korekta, bo nie jesteśmy w parlamencie - tłumaczył.

 

Według Gawkowskiego zawiązanie koalicji było dobrym ruchem, a samodzielnie Sojusz wcale nie musiałby dostać się do Sejmu. - Mówienie SLD o tym, że samodzielnie przekroczylibysmy próg, jest złudne. Dokonaliśmy pewnego wyboru. Ewolucyjnego, nie rewolucyjnego. Było lepiej, ale do parlamentu zabrakło. Pytanie, jaka ma być lewica w przyszłości. Wg mnie lepiej, żebyśmy się otwierali, niż zamykali w korzeniu SLD - kontynuował.

 

"Wyciągnę rękę do Partii Razem"

 

Polityk przyszłość lewicy widzi w dalszej integracji, a nie podziałach. - Jak będe miał okazję, wyciągnę rękę np. do Partii Razem i powiem "chodźmy wspólnie", bo myślenie o lewicy ma dawać nadzieję na przyszłość, a nie być myśleniem o przeszłości. Ja przeszłość mogę szanować, ale lewicę chcę budować na przyszłość - tłumaczył.

 

Pomimo swoich odważnych planów Gawkowski nie chce na razie mówić, czy myśli o funkcji przewodniczącego Sojuszu. - Kto szybko startuje, ten jeszcze szybciej w polityce ląduje. Nie składam żadnej deklaracji. Chcę najpierw porozmawiać z ludźmi lewicy w całej Polsce - skomentował i od tego uzależnił jakiekolwiek decyzje.

 

Cała rozmowa:

 

 

Polsat News