W niepewnej sytuacji są pasażerowie Lufthansy, którzy mają wykupione bilety na loty zaplanowane od przyszłego wtorku do piątku. Muszą poczekać do poniedziałku, wtedy bowiem okaże się, które loty zostaną zablokowane i władze przewoźnika podejmą decyzję jak rozwiązać ich problem.    


- I pasażerowie i zarząd firmy są w krytycznej sytuacji. Związek reprezentujący personel pokładowy zapowiedział bowiem, że na 24 godziny przed akcją będzie informować o tym, w jakim mieście rozpocznie się kolejna odsłona strajku – opisuje Tomasz Lejman.


Związkowcy zapowiedzieli jedynie, że do  niedzieli, z powodu kończących się jesiennych ferii w Bawarii, ze strajku wyłączony będzie port lotniczy w Monachium.


- Można spodziewać się, że negocjacje w najbliższych dniach nie przyniosą skutku i strajk trwający do przyszłego piątku jest bardzo prawdopodobny. Odwołane zostaną zapewne loty do i z Warszawy oraz rejsy transatlantyckie – dodał berliński korespondent Polsat News.    


Straty Lufthansy 
 
Spór o umowę zbiorową trwa w niemieckich liniach od prawie dwóch lat. Chodzi m.in. o płace 19 tys. pracowników oraz system przechodzenia na wcześniejszą emeryturę. Kierownictwo Lufthansy oferuje nowozatrudnionym pracownikom gorsze warunki emerytalne od tych, które mają obecnie pracujący stewardzi i stewardesy.
 
Strajk personelu pokładowego to kolejny cios dla Lufthansy. W minionych dwóch latach 13 razy strajkowali piloci niemieckich linii, domagając się wyższych płac i zachowania korzystnego dla nich systemu wcześniejszych emerytur. Ostatni strajk we wrześniu został uznany przez sąd pracy Hesji we Frankfurcie nad Menem za nielegalny. Lufthansa szacuje straty akcji protestacyjnych pilotów na kilkaset milionów euro.

 

Silna konkurencja ze strony tanich linii lotniczych oraz przewoźników arabskich i azjatyckich spowodowała, że Lufthansa realizuje radykalny program oszczędnościowy.

 

Polsat News