Zwłoki 27-letniej kobiety, jej rocznego synka i 8-letniej córki znaleziono w poniedziałek w mieszkaniu na warszawskiej Pradze, po tym jak na miejsce wezwał straż pożarną znajomy rodziny. Był zaniepokojony brakiem kontaktu i tym, że zza drzwi lokalu czuć zapach spalenizny.

 

Według pierwszych ustaleń, cała trójka miała zatruć się czadem, powstałym po wybuchu pożaru, który dogasł sam, zanim strażacy stawili się na miejscu. Później śledczy ustalili jednak, że prawda może być inna. Okazało się, że na szyi i głowie kobiety były obrażenia. Wszczęto śledztwo w kierunku zabójstwa.

 

W sprawie zatrzymano kilka osób, w tym Magdalenę M. - znajomą ofiary. Kobieta przyznała się do zabójstwa. Śledczy mowią, że między kobietami doszło  wcześniej do niepowozumień na tle finansowym

 

Pozostałych zatrzymanych zwolniono do domu. Mają status świadków.  

 

Sekcja zwłok zamordowanej wykazała, że kobieta wykrwawiła się na skutek obrażeń. Dzieci zmarły w wyniku zaczadzenia.

 

Magdalena M. usłyszała już zarzut zabójstwa kilku osób ze szczególnym okrucieństwem.