Termin pierwszego posiedzenia Sejmu i Senatu, wyznaczona przez prezydenta Andrzeja Dudę na czwartek, 12 listopada, wywołał wiele negatywnych komentarzy polityków PO. Podkreślają oni, że akurat tego dnia na Malcie odbędzie się, zwołany przez szefa Rady Europejskiej Donalda Tuska, nadzwyczajny nieformalny szczyt UE poświecony kruzysowi wywołanemu przez rosnący napływu uchodźców do Europy.

 

- Od kwietnia było wiadomo, że w tym samym dniu, dokładnie 12 listopada, odbędzie się międzynarodowy szczyt ws. migracji. Wiadomym również było, że bezpośrednio po tym szczycie odbędzie się posiedzenie Rady Europejskiej. Ja dzisiaj nie wyobrażam sobie, że w tym posiedzeniu Rady Europejskiej nie będzie uczestniczył przedstawiciel Polski - powiedziała Ewa Kopacz.

 

"Wariant trzeci - niemożliwy"

 

Kopacz oznajmiła, że możliwe są dwa scenariusze rozwiązania sytuacji. - Pierwszy, i od razu mówię, że jest niemożliwy do zrealizowania, polega na tym, że premier kraju może uczestniczyć w szczytach UE. Tylko konstytucja nakłada na mnie obecnie obowiązek złożenia dymisji rządu - powiedziała.

 

Drugi polega na obecności na posiedzeniu prezydenta RP. - Jeśli dziś mamy wybierać między wariantami, to wolę poprosić prezydenta, żeby reprezentował Polskę na szczycie i posiedzeniu Rady Europejskiej. Nie chcę, by wygrał wariant trzeci – by dumnych 40 mln Polaków reprezentował premier innego kraju - powiedziała Kopacz.

 

- To właśnie Polska stworzyła wokół siebie grupę, która mówiła jednym głosem i sprzeciwiała się implementacji stałego mechanizmu rozdziału migracji. Mówiliśmy że przyjmiemy tylko tylu imigrantów, na ilu nas stać. (...) Jeżeli jedynym symbolem polskiej dyplomacji ma dziś być puste krzesło, to będziemy mieli tylko i wyłącznie dyskusję, której będziemy obserwatorami, ale będziemy musieli zastosować się do tych ustaleń, które potem zostaną na formalnej Radzie Europejskiej zawarte w konkluzjach - oświadczyła.

 

22 września ministrowie spraw wewnętrznych krajów UE zdecydowali o podziale uchodźców. W pierwszej kolejności rozmieszczonych ma zostać 66 tys. osób ze 120 tys. ich ogólnej liczby. Pozostałe 54 tys. osób  to "rezerwa". Gdyby w najbliższym czasie jakiś kraj UE poprosił o pomoc w związku z presją migracyjną, to Unia będzie mogła skorzystać z tej rezerwy. Ok. 5 tys. uchodźców miałoby trafić do Polski. Przeciwko temu rozwiązaniu głosowały Czechy, Słowacja, Węgry i Rumunia, a Finlandia wstrzymała się od głosu.