Lekarze w Kolumbii nie potrafili zdiagnozować rodzaju nowotworu, który rozwijał się w ciele pacjenta.  Historią zainteresowali się lekarze z Centrum Zwalczania i Zapobiegania Chorobom w Stanach Zjednoczonych oraz Muzeum Historii Naturalnej w Londynie.

 

Jak wykazały pierwsze badania, mężczyzna miał na płucach i wątrobie czterocentymetrowe guzy. W późniejszych testach okazało się jednak, że chore komórki były dziesięć razy mniejsze od zdrowych. Dopiero badania DNA wykazały obecność komórek tasiemca w guzach.

 

Pacjent nie mógł już być poddany dalszemu leczeniu ze względu na znaczne osłabienie organizmu. Zmarł trzy dni po odkryciu pochodzenia raka.

 

The Independent