Dzieci przewieziono do rodziny zastępczej wczoraj przed południem. Ze szkoły i przedszkola odebrali je pracownicy Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Krośnie oraz kurator. O tym, że zostaną im odebrane właśnie tego dnia - nie wiedzieli dziadkowie. Według sądu, powinien poinformować ich o tym prawnik, który znał termin od piątku. Anastazja Marczak, babcia dzieci, czuje się oszukana przez adwokata.


- Cała czwórka dzieci została umieszczona w rodzinie zastępczej, którą to rodziną nie są dziadkowie. Dziadkowie uczestniczyli od samego początku w postępowaniu, przed sądem pierwszej instancji, jak przed sądem drugiej instancji i znali treść orzeczenia, a to orzeczenie było jednoznaczne: dzieci powinny znaleźć się w nowej rodzinie zastępczej - mówi Polsat News Artur Lipiński, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Krośnie.


Babcia dostała list od Rzecznika Praw Dziecka, który widzi możliwość powrotu wnucząt. Postanowienie sądu może zostać zmienione, jeżeli sąd uzna, że dobro dzieci polega na tym, iż są one z dziadkami.

 

Pomagał cały świat


Losy rodzeństwa opisywały media nie tylko w kraju. W styczniu w pożarze wyremontowanego domu jednorodzinnego w Daliowej zginęła 35-letnia kobieta, która samotnie wychowywała czworo dzieci: niepełnosprawną dziewczynkę w wieku 9 lat, chłopców w wieku 8 i 4 lata oraz 2,5-rocznę dziewczynkę. Najpierw wyprowadziła je z płonącego domu, później wróciła, aby ratować dobytek.

 

Dzieci trafiły pod tymczasową opiekę dziadków. W czerwcu sąd okręgowy w Krośnie uznał, że powinny zostać przeniesione do rodziny zastępczej. W październiku sąd apelacyjny odrzucił apelację dziadków.

 

Tuż po tragedii na specjalnie założone konta "Pomoc dla dzieci" zaczęły wpływać pieniądze od ofiarodawców z Polski i zagranicy, przeznaczone m.in. na odbudowę domu. Uzbierano ok. 1 mln zł. Za zgromadzone pieniądze dziadkowie wyremontowali dom.

 

Sprawą odebrania wnuków zajmowali się dziennikarze Interwencji. Materiał można obejrzeć tutaj.