Przed rządowym gmachem centrum Bukaresztu nie przebierano w słowach. "Zbrodniarze!" – skandował tłum i wymachiwał kartkami z hasłami: "stop korupcji" i "dymisja rządu". Demonstranci domagali się także dymisji mera czwartej dzielnicy Bukaresztu, gdzie w dawnej fabryce obuwia mieścił się popularny młodzieżowy klub Colectiv, który spłonął w piątek wieczorem.


Trzech właścicieli lokalu w poniedziałek zostało aresztowanych i przesłuchanych przez prokuraturę.  Odpowiedzą za nieumyślne spowodowanie śmierci. Zarzuca się im, że feralnej nocy w klubie znalazło się zbyt wiele osób.


Liczne zaniedbania


Do wybuchu tragicznego w skutkach pożaru doszło w piątek w popularnym wśród młodzieży klubie Colectiv, w którym odbywał się koncert zespołu heavymetalowego. Na widowni znajdowało się ok. 400 osób.


Bezpośrednia przyczyna jest nadal wyjaśniana. Władze podejrzewają, że do wypadku przyczyniło się nieprzestrzeganie norm bezpieczeństwa. Wskazuje się m.in. fakt, że w klubie nie było wyjścia awaryjnego, a izolacja akustyczna sufitu była wykonana z łatwopalnych materiałów. MSW ustaliło, że klub nie miał zezwolenia na urządzenie pokazu pirotechnicznego, który towarzyszył koncertowi.

 

Dotychczas bilans ofiar śmiertelnych pożaru i paniki, jaka później nastąpiła, to 32 zabitych. Władze zastrzegają jednak, że liczba ta może wzrosnąć, bo wielu rannych jest w stanie ciężkim.

 

PAP