Sprawę opisała "Gazeta Pomorska", która ustaliła, że komisja dyscyplinarna działająca przy wojewodzie kujawsko-pomorskim o incydentach z "elektryka", jak nazywa się w mieście Zespół Szkół nr 12, wiedziała od maja. Do początku roku szkolnego przesłuchiwano uczniów, nauczycieli i bohaterkę nagrania.


Według rzecznika dyscyplinarnego, "materiały zgromadzone w trakcie postępowania wyjaśniającego nie wskazują, że obwiniona dopuściła się naruszenia nietykalności cielesnej ucznia". Słowa, które nauczycielka wypowiada na nagraniu, nie pozostawiały jednak wątpliwości.

 

Jest kara, ale nie wiadomo, jaka


Nie wiadomo, jakie konkretnie konsekwencje swojego zachowania poniesie nauczycielka. Komisja dyscyplinarna nie ujawniła tego. - Możemy powiedzieć natomiast tyle, że zgodnie z Kartą Nauczyciela mogą to być cztery kary: nagana z ostrzeżeniem, zwolnienie z pracy, zwolnienie z pracy z zakazem wykonywania zawodu przez trzy lata albo dożywotnie wydalenie z zawodu – powiedziała Ewa Jaśkowska z bydgoskiego kuratorium.


Do czasu decyzji komisji dyscyplinarnej nauczycielka nie była zawieszona, bo takiej konieczności nie widziała dyrekcja szkoły. Kobieta jest na zwolnieniu lekarskim i unika kontaktu z mediami. Jak ustaliła "Gazeta Pomorska", matematyczka nie przyznaje się do stawianych jej zarzutów.


Gazeta Pomorska