Smuda został zwolniony po fatalnym rozpoczęciu przez krakowski klub rundy wiosennej T-Mobile Ekstraklasy. Wiślacy zdobyli wtedy zaledwie jeden punkt w czterech spotkaniach, a byłego selekcjonera reprezentacji Polski zastąpił Kazimierz Moskal.

 

Od tamtego momentu Wisła opłacała dwóch trenerów, ale Smuda podał jednak klub do Piłkarskiego Sądu Polubownego PZPN. Szkoleniowiec zwrócił uwagę na zapis w umowie dotyczący kary umownej. Chodzi o pieniądze, które należały mu się w momencie zwolnienia z obowiązków trenerskich. Klub powinien mu wtedy wypłacić jednorazowo środki należne do końca kontraktu. To równowartość piętnastu miesięcznych pensji, razem ok. 750 tys. zł.

 

Wisła będzie jednak musiała zapłacić byłemu trenerowi nawet więcej: nie tylko karę umowną, ale także zaległe pieniądze i odsetki od momentu skierowania do klubu wezwania do zapłaty - władze zespołu zalegały Smudzie pieniądze za wcześniejsze miesiące pracy. Pismo trafiło do Krakowa w maju ubiegłego roku, więc w sumie chodzi o milion 159 tys. zł.

 

Wyrok nie jest prawomocny. Klub najprawdopodobniej odwoła się. Druga instancja to także sąd polubowny PZPN, ale w pięcioosobowym, a nie trzyosobowym składzie.

 

Sport.pl