Wczoraj wieczorem przed gmachem rumuńskiego odbyła się antyrządowa demonstracja, dla której pretekstem była tragedia w bukaresztańskim klubie. Manifestanci wznosili okrzyki": "Stop korupcji" i "dymisja rządu". Mieli też ze sobą plakaty z takimi napisami. Domagano się także dymisji mera czwartej dzielnicy Bukaresztu, gdzie w dawnej fabryce obuwia mieścił się klub, który spłonął w piątek wieczorem.

 

Dziś szef rumuńskiego rządu podał się do dymisji. Przeciwko 43-letniemu Victorowi Poncie toczy się od dłuższego czasu postępowanie sądowe w związku z zarzutami korupcyjnymi, jest on także skonfliktowany z prezydentem państwa Klausem Iohannisem.

 

Liczne zaniedbania


Trzech właścicieli lokalu, w którym w nocy z piątku na sobotę zginęły w płomieniach 32 osoby, zostało aresztowanych i przesłuchanych przez prokuraturę.  Odpowiedzą za nieumyślne spowodowanie śmierci. Zarzuca się im, że feralnej nocy w klubie było zbyt wiele osób. Na widowni popularnego klubu Colectiv, w którym odbywał się koncert zespołu heavymetalowego znajdowało się ok. 400 osób.


Bezpośrednia przyczyna jest wyjaśniana. Władze podejrzewają, że do wypadku przyczyniło się nieprzestrzeganie norm bezpieczeństwa. Wskazuje się m.in. fakt, że w klubie nie było wyjścia awaryjnego, a izolacja akustyczna sufitu była wykonana z łatwopalnych materiałów. MSW ustaliło, że klub nie miał zezwolenia na urządzenie pokazu pirotechnicznego, który towarzyszył koncertowi.

 

Dotychczas bilans ofiar śmiertelnych pożaru i paniki, jaka później nastąpiła, to 32 zabitych. Władze zastrzegają jednak, że liczba ta może wzrosnąć, bo wielu rannych jest w stanie ciężkim.