Najlepsza polska tenisistka oceniła cały swój sezon, odnosząc się do fatalnego początku, i zaskakująco dobrego finału. - Nie byłam w stanie przełożyć formy z treningów na mecze. Jednak konsekwentny trening sprawił, że to w końcu zaskoczyło. Te pierwsze miesiące były naprawdę ciężkie, ale nie da się grać cały czas na najwyższym poziomie - powiedziała.


Agnieszka Radwańska nie kryła, że niemal przez cały czas towarzyszył jej ból. - Było mnóstwo cierpienia, widać to po liczbie opatrunków, które nosiłam. Mimo tego bólu trzeba jednak zawsze walczyć o swoje. Tu nikt nikomu za darmo nic nie da - stwierdziła.
 
Krakowianka opowiedziała też o kluczowym momencie ostatniego meczu grupowego, gdy w tie-breaku pierwszego seta przegrywała z wiceliderką rankingu WTA Simoną Halep 1-5. - To się rzadko zdarza, by przy takim wyniku z taką zawodniczką dało się jeszcze coś zrobić. Chętnie obejrzę ten mecz jeszcze raz - zaznaczyła.

 

O swoim sukcesie powiedziała, że wygranie turnieju masters to wynik na miarę Wielkiego Szlema, którego jeszcze Polka nie ma w swoim dorobku. Pierwsza okazja do uzupełnienia brakującego trofeum nadarzy się w styczniu. Wtedy, jak zapewniła Radwańska, gotowa będzie "wskoczyć do rzeki Yarra", przepływającej przez Melbourne, zupełnie tak samo, jak kiedyś mistrz Australian Open Jim Courier.- Jeśli wygram, to wskoczę tak, jak będę stała - obiecała tenisistka

 

Przez najbliższe trzy tygodnie Agnieszka Radwańska będzie odpoczywała. W grudniu weźmie udział w lidze gwiazd tenisa IPTL w New Delhi.

 

Polsat News