Zwłoki 27-letniej kobiety, jej rocznego synka i 8-letniej córki znaleziono w poniedziałek w mieszkaniu na warszawskiej Pradze, po tym jak na miejsce wezwał straż pożarną znajomy rodziny. Był zaniepokojony brakiem kontaktu i tym, że zza drzwi lokalu czuć zapach spalenizny.

 

Według pierwszych ustaleń, cała trójka miała zatruć się czadem, powstałym po wybuchu pożaru, który dogasł sam, zanim strażacy stawili się na miejscu. Później śledczy ustalili jednak, że prawda może być inna. - Okazało się, że na szyi i głowie kobiety są obrażenia. Wszczęliśmy śledztwo w sprawie zabójstwa - mówi w rozmowie z portalem polsatnews.pl prokurator rejonowy dla Warszawa Praga-Północ, Artur Oniszczuk. Potwierdza zatrzymania w tej sprawie - w sumie sześciu osób. - Były znane denatce - dodał. Wśród zatrzymanych są znajomi oraz członkowie rodziny kobiety.

 

We wtorek, późnym popołudniem zakończyła się sekcje zwłok. Wykazały one, że kobieta wykrwawiła się na skutek obrażeń. Dzieci zmarły w wyniku zaczadzenia.