Wszystko wydarzyło się w niedzielny poranek w Wojewódzkim Centrum Medycznym w Opolu. Rodzice przyjechali do izby przyjęć z dwuletnim synkiem, bo chłopiec wymiotował i narzekał na ból brzucha.  Rodzina czekała na lekarza, ale pomoc przyszła zbyt późno. Dopiero kiedy dziecko straciło przytomność trafiło na intensywną terapię, gdzie personel natychmiast rozpoczął reanimację. Trwająca godzinę akcja ratunkowa nie przyniosła skutków, chłopczyk zmarł.

 

- Nic nie wskazywało na to, że u tego dziecka występuje zagrożenie życia - powiedział Polsat News dr Andrzej Kucharski, dyrektor medyczny szpitala w Opolu.

 

Chłopiec zmarł  na sepsę, ogólne i ciężkie zakażenie całego organizmu. - Prokurator ustala czy do zgonu dziecka doszło  wskutek zawinionego postepowania któregokolwiek z lekarzy - poinformowała Lidia Sieradzka z Prokuratury Okręgowej w Opolu.