Około godziny 15 na policję zadzwonił zaniepokojony mężczyzna. Prosił o pomoc, bo jego znajoma nie odbierała telefonu, a przez drzwi jej mieszkania czuć było zapach spalenizny. - Patrol, który przybył na miejsce, wezwał straż pożarną. Strażacy weszli do środka, okazało się, że niestety nie ma już kogo ratować - mówi w rozmowie z portalem polsatnews.pl sierż. Paulina Onyszko z północnopraskiej policji.

 

W środku nie było już ognia, jednak na podłodze leżały nadpalone zwłoki 26-letniej kobiety i dwójki jej zaczadzonych dzieci: 8-letniej córki i rocznego synka. Na miejscu pracują biegli z zakresu kryminalistyki i pożarnictwa.

 

Straż pożarna odwiedzała już ten adres w nocy. Wtedy zadzwonił jeden z mieszkańców budynku z informacją, że czuje zapach dymu. - Załoga sprawdziła miejsce razem z tym lokatorem i dowodzący stwierdził, że nie ma żadnych śladów ognia ani zagrożenia pożarowego - mówi kpt. Michał Konopka z Komendy Miejskiej PSP w Warszawie. Strażacy wrócili więc do koszar.