Jak poinformowała PAP rzeczniczka szpitala Katarzyna Pietraszak studentka została przywieziona przez pogotowie z imprezy w stanie nieprzytomności i przez cały czas pobytu na oddziale intensywnej terapii nie odzyskała świadomości. Przyczynę zgonu wyjaśni sekcja zwłok.

 

W nocy z 14 na 15 października na Uniwersytecie Technologiczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy odbywały się otrzęsiny studentów pierwszego roku. W łączniku na pierwszym piętrze między pomieszczeniami, gdzie młodzież się bawiła, wybuchła panika; uczestnicy usiłując się wydostać z budynku zaczęli się wzajemnie tratować. Obrażenia odniosło 11 osób, z których już trzy nie żyją.
 
Według ustaleń policji, w otrzęsinach brało udział ok. 1200 studentów. Według władz uczelni - niespełna tysiąc.

 

Wstępne wyniki sekcji wskazują, że pierwsza ofiara - 24-letnia studentka -  zginęła wskutek uduszenia.  -  Śmierć nastąpiła po unieruchomieniu klatki piersiowej. Z tego można wnioskować, że kobieta  była ściśnięta między innymi osobami i nie miała możliwości oddychania - powiedział zastępca prokuratora rejonowego prokuratury Bydgoszcz-Północ Adam Lis.

 

Druga ofiara - 19-letni student - zmarł 17 października w bydgoskim szpitalu z powodu obrzęku mózgu, spowodowanego niedotlenieniem po ucisku na klatkę piersiową.

 

Zmarła dzisiaj 20-letnia studentka była ostatnią z poszkodowanych osób, które przebywały jeszcze w szpitalach

 

Sprawą zajmuje się prokuratura rejonowa Bydgoszcz-Północ. W czasie postępowania ustalono, że w czasie imprezy zamknięte były drzwi w jednym z budynków, w których odbywała się impreza. Wskutek tego uczestnicy nie mogli przechodzić pomiędzy budynkami po chodniku na zewnątrz, a zmuszeni byli tylko do korzystania ze znajdującego się nad nim łącznika.

 

Okoliczności wypadku badała też specjalna komisja powołana przez rektora uniwersytetu. Ze sporządzonego przez nią raportu, który trafił do resortu nauki i szkolnictwa wyższego wynika, że do tragedii doprowadziły brak wyobraźni i niefrasobliwość wielu osób.

 

 

Polsat News, PAP