Według gazety, firma podjęła taką decyzję ze względu na presję jaką wywierają na nią amerykańskie władze, które domagają się szczegółów na temat tego, jak doszło do afery spalinowej. W USA przeciwko koncernowi toczy się postępowanie mogące zakończyć się ogromnymi karami.


Volkswagen wynajął doradców z firmy Deloitte i kancelarię Jones Day - ich zadaniem ma być zbadanie w jaki sposób doszło do zainstalowania w 11 mln samochodów z silnikiem diesla oprogramowania, które oszukiwało laboratoryjne pomiary emisji spalin. Po opuszczeniu fabryki, okazywało się, że samochody, podczas codziennego użytkowania, wielokrotnie przekraczały dozwolone normy emisji, szczególnie tlenku azotu. Po ujawnieniu tych informacji, Unia Europejska wstępnie zdecydowała, że będzie przeprowadzała pomiary także na drogach.


Koncern zapowiedział, że pracownicy, którzy pomogą w trwającym wewnętrznym śledztwie, nie muszą się obawiać zwolnienia i roszczeń ze strony firmy. Nie dotyczy to jednak członków zarządu i wysoko opłacanych menedżerów - twierdzi "Sueddeutsche Zeitung", powołując się na anonimowych członków kierownictwa firmy.


Rzecznik Volkswagena oświadczył, że wewnętrzne dochodzenie toczy się bardzo sprawnie, ale nie skomentował doniesień gazety.


Reuters