W ostatnich minutach środowego meczu, przy stanie 2:2, arbiter główny nie odgwizdał - zdaniem gospodarzy - oczywistego faulu w polu karnym i drużyny ostatecznie podzieliły się punktami.

 

Po zakończeniu spotkania wokół stadionu zebrali się wściekli kibice, a sędziów zamknięto w obiekcie do wczesnych godzin porannych. Wypuszczono ich dopiero w czwartek rano, po tym, jak z Haciosmanoglu skontaktował się prezydent Turcji Tayyip Erdogan.

 

- Powiedziałem ochronie, żeby przetrzymała na stadionie arbitrów aż do rana, dopóki nie przyjadę. Ale zadzwoniła do mnie bardzo ważna osoba i poprosiła mnie, żebym nie przynosił wstydu Turcji. Zapewniła mnie też, że będzie dochodzenie w sprawie zdarzenia z końcówki meczu - powiedział prezes Trabzonsporu w piątkowym wywiadzie telewizyjnym.

 

Sędziowie opuścili stadion w eskorcie tureckich służb specjalnych. Sprawą zainteresowała się tamtejsza federacja piłkarska.

 

"Takiego łamania prawa nie można wytłumaczyć żadną błędną decyzją sędziego. Podejmiemy wszelkie starania, aby odpowiednie osoby nie tylko poniosły konsekwencje za łamanie przepisów sportowych, ale też odpowiedziały za to karnie." - napisano w oświadczeniu.

Po 10 kolejkach Trabzonspor ma 14 punktów i zajmuje dziewiąte miejsce w tabeli. Jego środowy rywal ma taki sam dorobek i jest 11., a liderem jest Besiktas Stambuł, który po dziewięciu meczach ma 21 pkt.

 

PAP