W sierpniu na jeden z lubelskich komisariatów mężczyzna przyniósł torebkę znalezioną na przystanku autobusowym. W środku były m.in. dokumenty i gotówka - 4 tysiące złotych. Właścicielka torebkę odzyskała, tyle że pieniędzy w niej nie było, o czym kobieta powiedziała policjantom, którzy wręczali jej zgubę. W październiku na tym samym komisariacie pojawił się inny uczciwy znalazca. Przyniósł etui z dokumentami i kartami bankomatowymi. Wśród dokumentów była karteczka z numerem PIN do jednej z kart. Z konta zniknęło 470 zł.

 

Jak później ustalili śledczy, w obu przypadkach zguby przyjmował 44-letni Artur O., który pracował na komisariacie jako oficer dyżurny. Przyznał się prokuratorowi, że gotówkę z torebki schował do kieszeni. Z kolei w drugim przypadku, pieniądze wypłacił z bankomatu w pobliskim centrum handlowym. 

 

W piątek, były już policjant, usłyszał zarzuty niedopełnienia obowiązków i przywłaszczenia powierzonego mu przez znalazców mienia. Prokurator uznał, że na razie mężczyzna może zostać na wolności, ale zostanie objęty dozorem policyjnym i musi wpłacić poręczenie majątkowe w wysokości 10 tysięcy złotych. Grozi mu do 10 lat więzienia.