Asteroida przeleci nieco dalej niż Księżyc. Dla astronomów - o włos. Ale nie jest ani pierwsza, ani ostatnia.

 

- Mieszkamy na planecie, która krąży wokół Słońca i jesteśmy jak cel na strzelnicy - mówi Rusty Schweickart, były astronauta programu Apollo. Teraz kieruje fundacją B612, która chce umieścić na orbicie teleskop poszukujący zagrożeń z kosmosu, żeby nie atakowały nas z zaskoczenia.

 

Tak było w 2013 roku. Kosmiczny pocisk wpadł z prędkością 70 tys. km/h w atmosferę nad Czelabińskiem. Eksplozja była 20 razy silniejsza od Hiroszimy. Rany odniosło 1600 osób, a to był tylko kosmiczny kamyk. Miał zaledwie 20 metrów średnicy. 20 razy mniej od obiektu, który minie nas w sobotę.

 

Średnio eksplozja, jak ta z Czelabińska, zdarza się raz na 100 lat. Ale jest też dobra wiadomość. To jedyna katastrofa naturalna, której możemy zapobiec. Jeżeli 10 lat przed zderzeniem zmienimy prędkość asteroidy o jedną setną kilometra na godzinę, obiekt w nas nie trafi. Sposoby obrony przed atakiem z kosmosu przetestuje w 2022 roku wspólna europejsko-amerykańska misja.

 

Polsat News