Do incydentu doszło pod budynkiem szkoły na początku października. Dwóch uczniów Gimnazjum nr 11 w Lublinie w wieku 12 i 13 lat zaatakowało kolegę z klasy nożem. - Mówili, że mu potną twarz, że go zabiją - relacjonował ojciec poszkodowanego ucznia. Napastnicy zagrozili nastolatkowi, że jeśli się komuś poskarży, "dorwą i go zabiją". Zastraszony 13-latek nie poinformował nikogo o tym, co się wydarzyło.


Nauczyciele zamietli sprawę pod dywan


Ojciec ofiary o zajściu dowiedział się przypadkiem od sprzedawczyni w sklepie. Jeszcze tego samego dnia pojechał do szkoły. Wychowawczyni przyznała, że wiedziała o sprawie, ale jak wynika z relacji mężczyzny, nie poinformowała natychmiast o tym dyrekcji szkoły. Wyjaśniała, że przeprowadziła z uczniami rozmowę podczas lekcji i nie widziała sensu powiadamiania dyrekcji. - Nauczyciele  już się boją powiedzieć dyrekcji, że cokolwiek złego się dzieje i najlepiej jest zamieść sprawę pod dywan - komentował sprawę ojciec chłopca.


Dyrektorka gimnazjum o incydencie dowiedziała się od nauczycielki dopiero 22 października. Zawiadomienia na policję nie wysłała jednak od razu - twierdzi ojca nastolatka. - Pani dyrektor wiedziała dzień wcześniej, ale nie dzwoniła wtedy na policję. Zadzwoniła dopiero wtedy, kiedy ja byłem – zaznaczył mężczyzna.


Szkoła odpiera zarzuty

 

- Według naszej wiedzy, scyzoryk typu motylkowego do trików, został trzymany na wysokości uda, nie był przystawiony do żadnej części ciała - stwierdziła dyrektorka szkoły. Jak dodała, napastnicy zostali ukarani i otrzymali nagany szkolne.


Ojciec poszkodowanego złożył zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do Prokuratury Rejonowej Lublin-Południe. Napastnicy nie mieli jeszcze 17 lat, więc sprawą zajął się sąd rodzinny.

 

Zainteresowanie wykazało również Kuratorium Oświaty w Lublinie, które ma w poniedziałek skierować  do szkoły wizytatora. - Przeprowadzi on kontrolę pod względem zachowania zasad bezpieczeństwa i higieny pracy w tej szkole, sprawdzi czy zostały zachowane procedury - wyjaśniła Anna Szczepińska, wicekurator oświaty w Lublinie. Los wychowawcy będzie leżał w rękach dyrekcji, gdyż kuratorium może nałożyć bezpośrednio karę jedynie na władze szkoły.


Patologia wśród kadry wychowawczej


Zdaniem psycholog Aleksandry Piotrowskiej, doszło do patologii nie tylko ze strony uczniów, ale również i pedagogów. - To jest zespół urzędników, którzy zwracają uwagę na papierki i próbują te nieuchwytne procesy wychowania i oddziaływania na młodych ludzi oceniać i wartościować, z punktu widzenia analizy tych papierków - oceniła psycholog. Podkreśliła również, że agresja nie jest nowym zjawiskiem, ale dzisiaj młodzi ludzie muszą się dodatkowo borykać z brakiem autorytetów wśród dydaktyków.


Polsat News, kurierlubelski.pl